Bo przecież nie przerzuca towarów przez kasę 4 razy szybciej…

TL;DR: duża liczba bogaczy wydających kasę na usługi sprawia, że usługodawcy zarabiają więcej i mogą wydawać więcej. Zajmowane są coraz lepiej płatne miejsca pracy, a firmy oferujące gorsze prace muszą podnosić stawki, żeby ktoś chciał pracować.

Pewnie wiele dla wielu osób będzie to szokiem, ale to nie przez polskich przedsiębiorców-wyzyskiwaczy, którzy jak na Januszów Biznesu przystało, zatrzymują dla siebie 3/4 twojego wynagrodzenia (w przeciwieństwie do niemieckich pracodawców, którzy dokładają do interesu).

Zobacz jak możesz założyć własną firmę tutaj

Kasjerka nie musi pracować 4 razy szybciej

Wyższe pensje nie wynikają z lepszej pracy pojedynczego pracownika, ale ze stanu całej gospodarki. Weźmy takie Niemcy. Na liście 100 największych firm jest 7 niemieckich firm, jak podaje Forbes, chociaż ludność Niemiec to tylko 1% ludności całego świata. W Niemczech działa też wiele firm z branży hi-tech.

Jeśli dodać do tego firmy z branży finansowej (banki, ubezpieczenia), telekomunikacji czy mediów (wiele gazet i serwisów internetowych wydawanych w Polsce należy do niemieckich firm), pojawia się wiele miejsc pracy dla specjalistów wysokiej klasy, menadżerów, konsultantów i innych osób zarabiających naprawdę gruby hajs – załóżmy, że są to dziesiątki tysięcy euro miesięcznie.

Skoro takie miejsca pracy są dostępne, to oczywiście są zapełniane przez pracowników. Robi się więc miejsce dla trochę niższej klasy miejsc pracy (ale nadal bardzo dobrze płatnych) – prawników, lekarzy, architektów, naukowców i innych zarabiających po kilkanaście tysięcy euro miesięcznie. Oczywiście również te miejsca pracy są zajmowane.

Skoro mogę zarobić 100 euro w godzinę, to może zostanę fryzjerem?

Osoby zarabiające co miesiąc worek euro muszą korzystać z usług mechaników samochodowych, fryzjerów, krawców itp., więc przedstawiciele sektora usług mogą nieźle zarobić – co to jest 100 euro za nową fryzurę dla kogoś, kto zarabia 100.000 euro?

Z kolei fryzjer, który właśnie zarobił 100 euro w godzinę, może wydać te pieniądze dalej i np. kupić sobie koszulę szytą na miarę zamiast chińskiej. Krawiec może kupić ekologiczne jajka i ekologiczny chleb zamiast zajadać się dolną częścią tablicy Mendelejewa. Eko-rolnik sprzedający jajko za euro może kupić sobie M-klasę zamiast Żuka. Wszyscy mogą wydawać więcej, ale bierze się to z pracy, więc jest dobre.

I tu dochodzimy do sedna. Stosunkowo łatwo zostać fryzjerem, mechanikiem samochodowym albo wykonywać podobny zawód. Jasne, nie każdy to potrafi, ale wiele osób byłoby w stanie nauczyć się ścinać włosy albo naprawiać samochód. A skoro jest zapotrzebowanie na takie zawody i można w nich nieźle zarabiać przy stosunkowo małej wiedzy (w porównaniu np. do kardiochirurga), to ktoś zajmie te miejsca pracy.

Pojawiają się też nowe zawody, które nie miałyby szansy istnienia, gdyby nie bogacze – np. trener koni wyścigowych, koleś doradzający jakie wino wybrać w restauracji, psi masażysta albo etyk medyczny.

To gdzie ta kasjerka?

I tak schodzimy aż do najprostszych zajęć, które może wykonywać praktycznie każdy, komu tylko chce się ruszyć z domu. Kasjerem w supermarkecie, pracownikiem linii produkcyjnej albo magazynierem może być każdy.

Jeśli jednak wystarczy troszeczkę się postarać i zamiast kasjerem zostać fryzjerem, to część osób wykorzysta szansę na większe zarobki. Żeby nie brakowało pracowników, przedsiębiorcy muszą oferować wyższe stawki również na najgorzej płatnych stanowiskach. Przy dużej różnicy zarobków między dość podobnymi stanowiskami, ludzie uciekaliby od tych kiepsko płatnych.

W ten sposób również najbiedniejsi zyskują na tym, że są częścią gospodarki w której żyją bogacze. Kasjerka w Berlinie nie musi więc pracować cztery szybciej niż kasjerka w Szczecinku. Wystarczy, że ma szansę na stosunkowo proste poprawienie zarobków.

Wzrost pensji może działać też w drugą stronę

Najlepsze jest to, że ten mechanizm działa również w drugą stronę. Kiedy Amazon wchodził do Polski ze swoimi magazynami, słychać było masę narzekania, że będzie płacił 4 razy mniej niż w Niemczech. Tylko okazało się, że to i tak więcej niż oferowały do tej pory polskie firmy na podobnych stanowiskach, a w dodatku Amazon opłaca pracownikom transport i posiłki, co dla osób zarabiających w okolicach minimalnej pensji jest nie bez znaczenia.

Efekt? W okolicach Poznania praktycznie zniknęło bezrobocie, a inne firmy muszą podnosić pensje, żeby znaleźć pracowników. Również firmy z innych branż, które płacą mało, ale oferują bardziej męczącą pracę „dla każdego” (np. telemarketing) będą musiałby podnieś pensje.

Zarabiający więcej pracownicy będą mogli wydać więcej, więc zwiększy się zapotrzebowanie na usługi… Łapiesz już? Może się nawet okazać, że do pracy pójdą osoby, którym nie opłacało się pracować za 1300 złotych, skoro z zasiłków dostawały 1000 bez kiwnięcia palcem. Jednak jeśli minimalna pensja na danym terenie będzie wynosiła 2000?

Dlatego każda inwestycja zwiększająca liczbę miejsc pracy w danej gospodarce jest korzystna. Każda.

Wprowadzenie magazynów Amazona do Polski przyczyni się do poprawienia pensji kasjerek. Nie będą nawet musiały pracować cztery razy szybciej. Wystarczy, że mogą w każdej chwili iść do lepiej płatnej pracy gdzie indziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *