Spokojnie, nie chodzę po domu w czapce z folii aluminiowej. Kody kreskowe nie wyglądają mi na narzędzie szatana. Amerykanie nie ukrywali przed światem After Effects, żeby tylko upozorować lądowanie na księżycu.

Jest jednak teoria spiskowa, w którą wierzę: składki na ZUS są umyślnie skomplikowane, żeby mieszać ludziom w głowach.

TL;DR: składki na ZUS są rozbite na pierdylion części i odprowadzane przez pracodawcę tylko po to, żebyś nie zauważył, że to 25.000 PLN rocznie. Nie ma innego uzasadnienia.

Jeśli jesteś pracownikiem etatowym, to wiesz jaką wypłatę dostajesz na konto. Gdy spojrzysz do swojej umowy o pracę, znajdziesz jeszcze jakąś wirtualną kwotę brutto, której na oczy nie widziałeś. Nie znajdziesz jednak tego:

lista-plac-m

Co to za cholerstwo? To tabelka ze składnikami wynagrodzenia pracownika, którą pracodawca dostaje od księgowej i na podstawie której robi przelewy w imieniu pracownika.

Rozumiesz coś z tego? Jeśli tak, to spróbuj policzyć ile wynosi całkowity koszt tego etatu. I nie, nie jest to ani 3825, ani 3947 PLN.

Serio – policz ile składek płacisz

Mówię serio – spróbuj zgadnąć jaki jest całkowity koszt tego etatu. Nawet nie chodzi o ręczne obliczeniu poszczególnych pozycji w tabeli, tylko o dodaniu tego co już policzyła księgowa na podstawie tych, jakże oczywistych zasad (oczywiście po odliczeniu ulg w podatku dochodowym i uwzględnieniu zwolnień). Dodawanie. Pierwsza klasa podstawówki.

Tabela wydaje Ci się za prosta? W takim razie połącz te wszystkie fascynujące podatki, takie jakie jak Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Ubezpieczenie rentowe po stronie pracownika, w taki sposób, żeby twój pracodawca przelewał je za Ciebie na 4 oddzielne konta (3 ZUS-u i jedno Urzędu Skarbowego). Oczywiście żadne z nich nie jest twoim indywidualnym kontem emerytalnym.

Ale wróćmy do liczb.

Wynagrodzenie ze składkami jest wyższe niż myślisz, dużo wyższe

Łączny koszt wynagrodzenia ze składkami to więcej niż myślisz. Dużo więcej: 5315 PLN. Przy 3155,57 PLN „na rękę”. Żeby było jasne – akurat w tym wpisie nie narzekam na wysokość składek, ale na ich rozbicie, więc daruj sobie teksty „jeśli nie stać cię na pracowników, to idź na kasę do biedronki”.

Tak, tak. Do każdego 1000 złotych jakie dostajesz, dochodzi jeszcze 700 PLN, jakie twój pracodawca płaci w twoim imieniu w postaci różnych składek i podatków. Beczkę rumu temu, kto widzi to w powyższej tabeli!

A gdybyś dostawał całą pensję na konto?

A teraz wyobraź sobie trochę inną sytuację. Mogę przeznaczyć na twoje wynagrodzenie to samo 5315 PLN — tak jak teraz — i każdego miesiąca przelewam Ci całą kwotę wynagrodzenia i składek. Fajnie?

teoria spiskowa

Jest tylko jeden kruczek. Na koniec roku musisz iść do banku, wybrać z konta pieniądze i samodzielnie zapłacić składki w kasie ZUS-u. 26.000 PLN składek. Dwadzieścia. Sześć. Tysięcy. Tyle co pół samochodu. Nowe mieszkanie co kilka lat. Skrzynka piwa dziennie.

Jedna, jedyna teoria spiskowa, w którą wierzę

Jestem przekonany, że gdyby system był tak prosty, to z miejsca wysypałby się jak zboże na strajku rolników. Kilkanaście milionów pracowników etatowych zabiłoby rząd, ZUS i resztę ekipy śmiechem.

I to jest właśnie ta jedna, jedyna teoria spiskowa w którą wierzę: rząd przy wsparciu ZUS-u umyślnie komplikuje składki i podatki w ten sposób, żeby jak najbardziej rozmyć wysokość składek i w ogóle fakt ich istnienia.

Serio, nie ma żadnego uzasadnienia ani powodów historycznych przez które system jest tak bardzo nieczytelny. Wielokrotnie próbowałem znaleźć sensowne uzasadnienie dla rozbijania składek na części i dzielenia ich na pracownika i pracodawcę, ale jedyne na co trafiam, to filmy z żółtymi napisami (w końcu mówimy o teorii spiskowej ;) ) i dokumenty ZUS-u opisujące jak policzyć składki.

Dziesiątki i setki stron dokumentów, które jeszcze bardziej zaciemniają obraz.