*Małe sprostowanie: nie UE, tylko przedsiębiorcy. Nie 37, tylko 237. Nie płatnego, tylko bezpłatnego. I nie da.

TL;DR: 37 dni urlopu ma dotyczyć tylko niektórych zawodów, w których w części krajów UE można przejść na wcześniejszą emeryturę. Dłuższe urlopy to przerzucenie kosztów emerytur z Państwa na przedsiębiorców, co skończy się jeszcze mniej chętnym zatrudnianiem na etat.

Pod koniec sezonu ogórkowego pojawia się hit. Parlament Europejski przygotowuje zmiany w prawie, po wprowadzeniu których pracownicy etatowi dostaną w prezencie rzekomo 37 dni płatnego urlopu rocznie (teraz mają 26 dni). Ma to być odpowiedzią na podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, bo skoro ludzie mają pracować o 2 lata dłużej, to przez te lata pracy powinni więcej odpoczywać – 45 lat pracy razy dodatkowe 11 dni urlopu daje 495 dni urlopu, czyli właśnie dwa lata pracy (po uwzględnieniu weekendów, świąt państwowych itp.).

Ten jeden drobny szczegół kończy całą aferę.

Tylko to nie do końca tak. Na początek cytat, który z miejsca powinien zakończyć całą aferę:

Chodzi szczególnie o zawody, do wykonywania których trzeba w różnych krajach przejść podobne szkolenia lub mieć stosowne uprawnienia (…) Na przykład pielęgniarki. Wszędzie muszą mieć uprawnienia do wykonywania zawodu, a jednak w różnych krajach na emeryturę przechodzą w różnym wieku. W Polsce jak będą miały 67 lat, a w niektórych krajach wiek emerytalny osiągają już w 55. roku życia. Jest to niesprawiedliwe i potrzebne są zmiany.

Krystyna Łybacka, posłanka do Parlamentu Europejskiego

Cała afera jest tak naciągana, że nawet nie zawracaliśmy nią głowy czytelnikom Zipnewsa, których jest już po kilka tysięcy dziennie (klik, klik).

Załóżmy, że to przejdzie, bo przejdzie

Oczywiście jeśli to przejdzie, to pielęgniarki będą pierwsze, później górnicy, a po nich policjanci, żołnierze i nauczyciele. I sędziowie. Nie zapominajmy o sędziach! W końcu urlopy tak czy siak się wydłużą dla wszystkich. Jasne, to wszystko nie zajmie roku, ale parę lat, tak jak było z oskładkowaniem umów o dzieło (mój tekst z 2011 roku, drugi z 2012 i trzeci z 2014), jednak w końcu etatowcy będą mieli dłuższe urlopy. Wiesz dlaczego?

Bo emerytury same się nie sfinansują

Rocznie ZUS wydaje na emerytury 180 miliardów złotych, a wpłaty składek wynoszą 140 miliardów, czyli co roku musimy dopłacać do emerytur z naszych podatków po kilka tysięcy złotych na każdego pracującego. Jeśli wiek emerytalny nie zostałby podniesiony, ta dopłata z każdym rokiem by rosła.

I tu pojawia się szczodra Władza, która mówi: „tak naprawdę będziesz pracować tyle samo, bo za te dodatkowe dwa lata pracy dostaniesz dużo urlopu, przecież to nawet lepiej! Zagłosuj na nas. Och, zobacz jak o Ciebie dbamy! (i pamiętaj, żeby zagłosować na nas)”.

OK, pracownicy na etacie będą z pewnością zadowoleni, bo przecież lepiej mieć wolne teraz niż kiedyś. Tylko za to wolne ktoś musi zapłacić.

Tak, przez urlop zarabiasz mniej

Nie wiem czy wiesz, ale w twoją pensję wliczony jest urlop i inne świadczenia (zobacz jak zaskakująco duże). Pracodawca wie, że przez jeden miesiąc w roku będzie wypłacał Ci pensję nie mając z tego żadnego zysku, więc twoja pensja jest po prostu niższa niż powinna.

Jeśli twój urlop wydłuży się do 37 dni roboczych, przełoży się to na prawie dwa miesiące kalendarzowe urlopu w ciągu roku, szczególnie jeśli wykorzystasz urlop między długimi weekendami. Za ten urlop twój pracodawca oczywiście Ci zapłaci, a w dodatku będzie w tym czasie płacił składki na ZUS za Ciebie.

Kto by tu pokrył dziurę w finansach ZUS-u? Hmmmmmm…

Sprytne, prawda? Do niedawna pracodawca płacił za Ciebie składki przez ok. 45 lat, a Państwo wypłacało Ci emeryturę przez ok. 10 lat. W nowym układzie pracodawca płaciłby składki przez 47 lat, a państwo wypłacałoby emeryturę przez 8 lat. To o 4% większe wpływy dla ZUS-u i o 20% mniejsze wydatki na emerytury!

I tak nie pokryje to deficytu ZUS-u [s. 22 w tym dokumencie], ale o ile uda się osiągnąć trwały poziom bezrobocia poniżej 7% w 2024 roku, a urlop zostanie wydłużony, ZUS byłby blisko domknięcia się.

Dla wyjaśnienia: to obniżenie bezrobocia według ZUS-u nazywa się „wariantem optymistycznym”, w którym właśnie dzięki spadkowi bezrobocia deficyt ZUS-u w 2060 roku spada do ok. 43 miliardów złotych rocznie, tyle co teraz. W wariancie pesymistycznym roczny deficyt wyniesie prawie 170 miliardów.

Robienie wody z mózgu: level master

Jeżeli chcesz zostać pracodawcą, sprawdź jak to zrobić tutaj.

Kto miałby to sfinansować? Przedsiębiorcy, w dodatku w baaaaaardzo niejawny sposób. Już teraz mało kto zdaje sobie sprawę jak duże są obciążenia pozapłacowe (jeszcze raz polecam zobaczyć ile szef wydaje na twoje stanowisko pracy poza pensją), a przy dłuższym urlopie nie połapie się w tym prawie nikt.

To mistrzowskie posunięcie ze strony pomysłodawcy wydłużonych urlopów. Do tej pory wierzyłem tylko w jedną teorię spiskową: składki na ZUS są tak zamotane i opłacane przez pracodawców dlatego, żeby etatowcy nie widzieli, że oddają 40% pieniędzy. Te urlopy to dokładnie to samo.

237 dni urlopu? A dlaczego nie?

Jest tylko pewien problem. Przy oskładkowaniu umów o dzieło, 14% pracodawców powiedziało, że zwolni pracowników etatowych, kolejne 14%, że rozliczy się „pod stołem” a 33% znajdzie inne, nieoskładkowane umowy [źródło].

Kiedy więc dłuższy urlop w końcu zostanie wprowadzony, będziesz mógł liczyć na aż 237 dni wolnego. To nie pomyłka! Dostaniesz wolne wszystkie soboty, niedziele i święta, a także pozostałe dni.

Bo w ogóle nie dostaniesz etatu. Tylko urlop będzie bezpłatny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *