„Zwrot VAT?! Zwariowałeś?! Przecież jak będziesz się domagał zwrotu podatku, czeka Cię kontrola z Urzędu Skarbowego!” No i?

Dzięki wszystkim, którzy na Facebooku trzymali za mnie swoje wirtualne kciuki, udało mi się przejść kontrolę z Urzędu Skarbowego za zwrot VAT. Dziękuję :). Jak wygląda taka kontrola?

Czemu w ogóle Urząd ma mi coś płacić?

Rozliczając ostatni kwartał wyszło mi, że opłacając firmowe wydatki odprowadziłem więcej VAT-u niż zapłacili mi moi klienci. Czyli to Urząd Skarbowy musi w tym kwartale zapłacić mi, a nie ja jemu. Uzgodniliśmy z Panią Krysią z księgowości, że chcemy dostać zwrot dość małej kwoty (kilka tysięcy) i zgodnie z oczekiwaniami parę dni temu zadzwoniła do mnie jakaś pani z Urzędu Skarbowego z zaproszeniem na kontrolę.

Kontrola miała się odbyć w Urzędzie Skarbowym – widocznie Państwo wprowadziło jakiś system oszczędności i teraz urzędnicy nie wychodzą ze swoich pałaców biur. Albo po prostu bali się, że dostaną niedobrą kawę.

Byłem gotowi na kontrolę, więc nie chciało mi się prosić o jakieś pisemne wezwania ani inne bzdury, więc przyjąłem zaproszenie. Powiedziałem, żeby zadzwoniła do księgowej i przekazała jej jakie dokumenty będą potrzebne (ja mam alergię na papier) i tyle. Z rozmowy księgowa wyciągnęła, że zaraz miałbym drugą kontrolę od innej urzędniczki, więc umówiła obydwie na tę samą godzinę.

Skąd podwójna kontrola?

  1. Sporo przychodów mam z UE, więc nie dostaję VAT-u na konto, ale klienci rozliczają go po swojej stronie. Jednocześnie opłacając firmowe wydatki już raz płacę podatek i teraz należy mi się zwrot VAT-u.
  2. Prawie rok temu wystawiłem faktury firmie QL24 Wydawnictwo EUROPA, od których musiałem odprowadzić VAT. Problem w tym, że wydawnictwo oszukało mnie i nie zapłaciło za usługi – zapłaciłem więc podatek od pieniędzy, których nie dostałem (tak, to boli) i dopiero teraz mogę go odzyskać.

Oczywiście byłoby zbyt prosto, gdyby tymi sprawami zajął się jeden urzędnik i widocznie bardziej efektywne jest prowadzenie dwóch oddzielnych kontroli. Plus jest taki, że księgowa ma pełnomocnictwo do reprezentowania mnie w sprawie papierów, więc jak do tej pory nic więcej nie robiłem.

Oto przybywam z Internetu, urzędniku!

Jak wygląda taka kontrola o zwrot VAT? Na miejscu Pani Krysia z księgowości dała urzędniczce moje faktury kosztowe (tylko kilka, ale nie wiem czemu) i przychodowe i jakieś nudne papiery typu ewidencja środków trwałych, a urzędniczka zaczęła spisywać numery „podejrzanych” faktur i notować sobie czego dotyczą.

Pewnie nie byłoby to trudne, gdybym sprzedawał marchewkę, ale przy usługach takich jak „zarządzanie zapleczem pozycjonerskim” (koszt) albo „eksport usług reklamowych na podstawie umowy AdSense” (przychód), musiałem sam tłumaczyć o co chodzi w każdej fakturze. Na szczęście wystarczyło ogólnie powiedzieć o co chodzi w pozycjonowaniu („usługi reklamowe w Internecie”) i co to domena („adres strony internetowej”) i mówić, że ta faktura dotyczy pozycjonowania, ta domen, a ta reklam :).

Urzędniczka ucieszyła się, że te internety są proste, wszystko rozumie i będzie miała mało pisania, więc szybko poszło.

IE4.0 nie działa? Nie szkodzi, mam drukarkę!

Gdzieś w przychodach miałem jeszcze faktury za płatności SMS-em na jednej stronie i pani urzędniczka koniecznie chciała zobaczyć tę stronę (nie wiadomo dlaczego akurat tej się doczepiła, a tych od reklam w ogóle nie chciała widzieć). Widocznie szło za dobrze, bo tu panią urzędniczkę olśniło! A jak to w ogóle nie jest moja strona? Skąd ona ma to wiedzieć?

WiFi petentom oczywiście się nie należy

Pokazanie jej regulaminu w którym są moje dane byłoby wystarczającym dowodem, gdyby nie przedpotopowy Internet Explorer 4.0 na jej komputerze nieobsługujący JavaScriptu (akurat regulamin wyświetla się przez JS).

Kiedy już zaczynałem tłumaczyć dlaczego nikt nie przejmuje się tym, żeby u niej i 0,0000000000001% innych internautów działało, stwierdziła, że „może nam zablokowali tę stronę, żebyśmy nie oglądali w pracy?” i wymyśliła alternatywny sposób udowodnienia, że ta strona jest moja: trzeba ją wydrukować. O, już, problem z głowy.

To po angielsku = nikt tego nie przeczyta

Drugie co wzbudziło jej wątpliwości, to moja „umowa z AdSense” (jak to nazwała), którą miałem jej pokazać. Chętnie bym to zrobił, gdybym miał taką umowę, przynajmniej w formie, która dla urzędnika jest umową – czyli papierka z pieczątkami i podpisami.

umowa z adsense

Podałem jej adres strony na której jest „umowa”, przeczytała na głos „Stany Zjednoczone”, przewinęła całość parę razy w górę i w dół, po czym stwierdziła:

To po angielsku i przecież nikt tego nie przeczyta, a już na pewno nie ja. Da się to wydrukować?

Dało się.

Przysięgła jeszcze na słowo urzędnika, że skoro firma działa już ponad 2 lata, to raczej nie mam co spodziewać się kolejnej kontroli szybciej niż za rok, bo jakbym chciał zrobić jakiś przekręt z VAT-em, to zrobiłbym to szybciej i nie miał tylu faktur, po czym ni z gruchy, nie z pietruchy usłyszałem:

OK, 23 września zrobimy przelew.

I tyle, koniec kontroli u pani numer jeden.

Dzień dobry, Urzędniczko#2. I do widzenia

Idziemy do pani numer dwa, która akurat przestała pić kawę u siebie i poszła do koleżanki obok. Ta dla odmiany zajmuje się zwrotem VAT-u od nieopłaconych faktur, o ile ma się nazwisko na litery od G do M.

Pani Krysia: Dzień dobry, mamy tu kopie faktur za które klient nie zapłacił, oświadczenie, że szef firmy [w sensie ja :) ] nie jest powiązany z dłużnikiem i wydruk ze strony GUS-u, że dłużnik nie jest w upadłości. Coś jeszcze?
Urzędniczka: wydruku nie trzeba. I chyba wszystko, chociaż teraz jest tego tak mało, że już sama się boję, że o czymś zapomniałam.
Pani Krysia: OK, to do widzenia.

Nie, no straszna przeprawa była, koszmar. Jasne, wiem, że są sytuacje, w których urzędasy hodują sobie odsetki i po czterech i pół roku przypomina im się, że coś, co już trzy razy skontrolowali jednak jest źle i należy się dopłata (z odsetkami za te 4,5 roku).

Tylko chyba będę się o to martwił za te 4 lata, a teraz robię swoje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>