Dlaczego VAT może Cię zniszczyć?

Ostatnio mniej więcej na przemian mam miesiąc z dużą stratą i z zyskiem. W takiej sytuacji z VAT-em dzieją się cuda.

Typowa sytuacja wygląda tak: podsumowujesz grudzień. Wychodzi Ci, że masz do zapłacenia 1500 złotych. Do 25 stycznia musisz zapłacić 1500 złotych VAT-u. Płacisz. Koniec.

Zwrot VAT-u w dwa miesiące. Serio?

Może jednak się okazać, że w pewnym miesiącu masz więcej kosztów niż przychodów.

Załóżmy, że w styczniu zainwestowałeś większą kwotę. Wyszło Ci, że nadpłaciłeś 5000 złotych VAT-u i tyle Urząd Skarbowy powinien Ci zwrócić. Do 25 lutego składasz deklarację, a US ma od tego momentu 60 dni, aby oddać Ci nadpłacony VAT.

Dostaniesz zwrot w połowie kwietnia. O ile złożysz deklarację na początku lutego i nic się nie przedłuży.

Płać kaucję za to, że żyjesz

Oczywiście firma, od której kupiłeś produkty musiała przekazać twój VAT do Urzędu Skarbowego do 25 lutego, ale Urząd Skarbowy będzie sobie trzymał tę kasę przez kilkadziesiąt dni.

Co przez ten czas, kiedy twoja kasa jest zablokowany? Miałeś mało przychodów i dużo wydatków na inwestycję (bo przecież z tego wynika zwrot), więc pewnie ciężko z u Ciebie z gotówką. W praktyce, jeśli taka sytuacja się powtarza, a do tego np. ktoś Ci nie zapłaci za fakturę (za nieopłacone faktury też odprowadzasz podatek), masz stale zablokowaną pewną kwotę. To tak, jakbyś musiał stale trzymać w skarbówce kaucję.

Niech się przedsiębiorca martwi

Teoretycznie da się trochę poprzesuwać niektóre wydatki (np. zmieniając sposób rozliczania z kwartalnego na miesięczny albo wrzucając faktury w koszty w kolejnym okresie rozliczeniowym), ale nie zawsze jest to możliwe albo opłacalne, a czasem się nie da. Nieżądanie zwrotu też sprowadza się do trzymania kasy na koncie skarbówki.

Ale co tam, zamiast wprowadzić odroczony termin płatności VAT-u, niech się przedsiębiorcy martwią. Wyzyskiwacze jedni.