Myślisz, że musisz płacić pracownikom i wykonawcom, bo sąd wsadzi Cię do paki, a komornik puści Cię w skarpetkach? Wojciech Głuch z Wydawnictwa Europa pokazuje jak bardzo się mylisz.

Uwaga: poniższy wpis jest ogłoszeniem o sprzedaży wierzytelności, więc dane dłużnika mogą być publikowane. Jeśli jesteś klientem pana Wojciecha Głuch z firmy Wydawnictwo Europa, możesz odkupić moje faktury i użyć ich jako kompensaty za złożone zamówienie. Poniższe informacje przedstawiam aby potencjalny kupiec wiedział na co się pisze.

TL;DR: mimo nakazów sądowych i dwóch komorników na karku, klient, Wojciech Głuch z Wydawnictwa Europa, od dwóch lat jest mi dłużny ponad 40.000 złotych i nic sobie z tego nie robi. Od 2012 nie składa sprawozdań do Urzędu Skarbowego, komornicy nic mu nie robią, a sprawy przeciągają się przez sędziego na wiecznym chorobowym. Oczywiście Wydawnictwo Europa jak gdyby nigdy nic prowadzi sprzedaż, bo kto mu zabroni? Przez to straciłem zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

W drugiej połowie 2012  wykonywałem kilka zleceń dla firmy Wydawnictwo Europa z Wrocławia. Firma ma nieco złożoną strukturę składającą się z dwóch spółek z o.o. (1 i 2), komandytowej i działalności gospodarczej (wpis do CEIDG w PDF), ale wszystkim kieruje Wojciech Głuch, a spółki ściśle współdziałają i mają siedzibę na Kościuszki 35 we Wrocławiu, więc dalej pisząc Wydawnictwo Europa będę miał na myśli całą strukturę.

Za swoją pracę wystawiłem normalne faktury, ale jako że Wojciech Głuch ich nie opłacał i nie wywiązywał się ze swojej części umowy (miał zainwestować w reklamę strony), przerwałem pracę i wystawiłem jeszcze jedną fakturę wynikającą z niedotrzymania przez Wydawnictwo Europa umowy. Razem zebrało się 27.000 złotych należności za moją pracę w różnych formach (faktury, kara umowna, kompensata). Tu jedna z faktur wystawiona przeze mnie i podpisane przez pana Głucha. Resztę mam niepodpisaną (od 2011 niepodpisywanie faktur jest zgodne z prawem), więc nie ma sensu ich tu umieszczać.

P1241332-kopia

Windykacja? Sorry, ale nie

Pan Głuch zapewniał mnie, że zapłaci, więc poczekałem do końca 2012 roku i przekazałem sprawę do firmy windykacyjnej DC Group (nie polecam). Firma windykacyjna wysłała do pana Głucha wezwanie do zapłaty (PDF) i podobno jeszcze swoich przedstawicieli, którzy podobno dogadali się z nim, że uznaje dług i będzie mi płacił po 1000-2000 złotych miesięcznie. Piszę „podobno”, bo nigdy nie dostałem takiego dokumentu od DC Group. W każdym razie umowa o windykację z DC Group skończyła się 14 kwietnia 2013 i nic poza przedłużeniem całego procesu o 3 miesiące z niej nie wynikło.

Po windykacji, która nic nie dała, przyszła pora na prawnika i przekazanie sprawy do sądu.

Uwaga: tak, mi też zdarza się nie opłacić faktur w terminie, z wielu powodów. Czasem faktura utknie gdzieś między e-mailami, innym razem muszę poczekać aż sam dostanę  pieniądze, a jeszcze w innym działanie wykonawcy nie daje żadnego efektu, bo zamiast robić swoje zajmuje się zapewnianiem, że wszystko jest OK i zabezpieczeniem się przed jakąkolwiek odpowiedzialnością w umowie, a ja muszę wyłożyć pieniądze z innego źródła. To się zdarza i mi, i innym przedsiębiorcom i raczej nikt nie robi z tego afery. Jednak umyślne działanie mające na celu niewypłacenie wynagrodzenia wykonawcy to zupełnie inna sprawa niż zgubienie faktury albo księgowa na urlopie.

„Powinieneś iść z tym do sądu”

Tu ważna informacja. Jako że o mojej historii z Wydawnictwem Europa mówię wielu osobom (a nuż, ktoś chciałby robić interesy z Wojciechem Głuchem) i zauważyłem, że wiele osób myśli, że z zaległą fakturą idzie się do komornika, a komornik odzyskuje pieniądze. Nic bardziej mylnego. Proces jest taki:

1. trzeba skutecznie dostarczyć wezwanie do zapłaty
2. trzeba odebrać potwierdzenie
3. trzeba złożyć pozew sądowy,
4. dłużnik może się odwołać od pozwu (u mnie się nie odwołał)
5. sąd wydaje nakaz zapłaty
6. dajesz nakaz zapłaty komornikowi
7. płacisz zaliczkę komornikowi
8. komornik próbuje odzyskać pieniądze

Jak widać, proces jest trochę bardziej skomplikowany i trwa masę czasu: wszystko trzeba wysyłać poleconymi, czekać na zwroty, w sądzie też idzie to wolno… Nawet zakładając, że każdy punkt trwałby tydzień (a trwa dłużej), to już procedura trwałaby 2 miesiące. Pamiętaj, że to było na początku 2013 roku, a sprawa nadal trwa (piszę to 1 stycznia 2015).

Akurat wiedziałem jak to działa, więc po skończeniu umowy z DC Group (mieli wyłączność na jakiekolwiek działania) poszedłem do prawnika, żeby zajął się tymi papierami tak jak trzeba (kancelaria ENSIS z Wrocławia, polecam).

KRD, BIG-i, Rzetelne Firmy, Infomonitory – nie wierz im

Dodam tu jeszcze, że gdzieś w międzyczasie zgłosiłem sprawę do Krajowego Rejestru Długów (ci od KRD). Też wysłali wezwanie do zapłaty, dopisali go do swojej bazy i od teraz miał mieć zablokowany dostęp do wszystkiego: od wzięcia telefonu na abonament na firmę, do wzięcia prywatnej pożyczki. Oczywiście ani Wojciech Głuch, ani Wydawnictwo Europa nic sobie nie robią z wpisu do KRD, bo pożyczki bierze w bankach, które nie sprawdzają wpisów w KRD. BIG Infomonitor natomiast przez prawie 10 miesięcy pozwalał aby Wydawnictwo Europa korzystało z jego odznaki „Firma Wiarygodna Finansowo”. Super wiarygodność.

Niestety na jakiś czas przestałem płacić za Rzetelną Firmę, więc nie mam już wglądu w moje stare zgłoszenia. Są tylko zgłoszenia kolejnej firmy, która przyszła po mnie (na 7636,57 PLN, na 537,92 PLN i na 3456,92 PLN). Generalnie szkoda kasy i czasu na Rzetelną Firmę/KRD, ale teraz korzystam, bo mam darmowy pakiet.

Chorowity sędzia, niekompetentny komornik, nieistniejący kapitał zakładowy. To z pewnością przypadek

Ale wróćmy do prawnika. Biorąc pod uwagę, że Wojciech Głuch z Jolantą Kalitą, pracownicą Wydawnictwa Europa, przeciągali sprawę, pierwsze sądowe nakazy zapłaty na 5000 PLN i 7851 PLN dostaliśmy 30 sierpnia 2013 (postępowania były rozłożone na poszczególne faktury, żeby w przypadku odwołania od którejś reszta postępowań biegła swoim torem).

Z kolejnymi coś się poprzeciągało, 14 października 2013 przyszedł kolejny nakaz na 2390 PLN, a jeszcze jednego nakazu na 22.632 PLN nadal nie dostałem. Z nim też jest ciekawa sprawa.

Marcin Kosedowski 7851 Marcin Kosedowski 5000 skitched-20150124-172853

Sprawa za największą kwotę jest nadal w sądzie i nie dostałem nawet wezwania do zapłacenia zaliczki – sędzia do którego przypisana jest sprawa stale chodzi na zwolnienia na 2-3 tygodnie, po czym na trochę wraca do pracy. W takiej sytuacji sprawa nie zostaje przekazana innemu sędziemu i tak sobie wisi. Aż trudno mi uwierzyć, że to przypadek.

Jeśli spojrzysz na powyższe nakazy zobaczysz, że do kwoty faktur doszło jeszcze ponad 3000 złotych kosztów sądowych, które musiałem zapłacić, a jeszcze nawet nie doszliśmy do komornika. Dopiero teraz jest jego kolej.

W kooooońcu można iść do komornika…

Po otrzymaniu nakazów sądowych, można iść do komornika. Komornikowi trzeba podać numery kont używane przez dłużnika oraz informacje o posiadanym majątku i zapłacić zaliczkę. Komornik wysyła wezwanie do zapłaty (to już chyba czwarte ;) ), korzysta z jakiegoś komorniczego programu do sprawdzania stanu kont, pyta Urząd Skarbowy czy Wydawnictwo Europa ma jakieś zwroty podatku i sprawdza czy na firmę są zarejestrowane jakieś samochody.

Banki odpowiadają, że konta są, ale puste. Urząd Skarbowy mówi, że od 2012 spółka nie złożyła żadnej deklaracji i nie podała jaki ma numer konta. Czaisz to? Wojciech Głuch jest świętą krową może sobie nie składać deklaracji podatkowych, bo nie, a Skarbówka nie zajmie mu konta, bo go nie podał. Jak to możliwe, skoro u mnie wystarczy, że spóźnię się tydzień z podatkami, a już wysyłają mi polecony z wezwaniem do zapłaty?

W każdym razie 04.12.2013 komornik stwierdza, że nie ma z czego ściągać długu. Tu trzeba poklepać po główce komornika i przyznać mu rację, bo przecież Wojciech Głuch powiedział komornikowi, że nie ma żadnego majątku, a w międzyczasie zmienił konto bankowe, to jak biedny komornik miałby do tego dojść? A tak naprawdę, to uważam, że nie chciało mu się szukać dalej, tylko zrobił jakieś wymagane minimum, żeby wziąć ode mnie zaliczkę. O, tu jedno z pism o uiszczenie zaliczki:

MKosedowski opłata

…tylko komornik nic nie zrobi

Co teraz? Jako że dłużnik to spółka komandytowa, to prawnik musi złożyć wniosek o umorzenie postępowania względem spółki komandytowej, a dług przechodzi na wspólników (spółkę z.o.o. i Wojciecha Głucha osobiście). Fajnie, bo spółka Wydawnictwo Europa Sp. z o.o. ma ziemię za 405.000 wniesioną aportem jako kapitał firmy (PDF). Będzie z czego ściągać, prawda? No, chyba że okaże się, że ziemia nie istnieje albo została sprzedana. Wcale bym się nie zdziwił, bo Wydawnictwo Europa złożyło ostatnie sprawozdanie finansowe za 2011 rok. Można? Można. Sprawozdanie można było złożyć do października 2012, czyli kiedy podejmowałem współpracę, wszystko było OK.

26.08.2014, po dwóch latach od powstania zadłużenia, sąd wydaje nakaz zapłaty Wydawnictwu Europa Sp. z o.o. (czyli wspólnikowi w spółce komandytowej). Z nakazem trzeba znowu iść do komornika (tym razem innego). Komornik 30.10.2014 zajmuje konta Wydawnictwa Europa sp. z o.o., z których wpływa do mnie okrągła sumka. Oczywiście jest to okrągłe zero, bo chyba nie myślisz, że ktoś taki jak Wojciech Głuch trzyma pieniądze na koncie przez dwa miesiące?

Niestety działania komornika są strasznie powolne, więc nawet jeśli znajdzie tę zagubioną ziemię, to miną kolejne miesiące do licytacji i przekazania pieniędzy. Jeśli to się nie uda, wierzytelność będzie musiała przejść na zarząd, czyli Wojciecha Głucha osobiście. Co to oznacza? Kolejne miesiące czekania na wyrok sądu, kolejne zajmowanie pustych kont i kolejne radosne wieści z Urzędu Skarbowego mówiące o tym, że Wojciech Głuch nie podał numeru konta, więc nie można go zająć. Niestety – patrząc na tempo komornika – obawiam się czy dojdzie do tego w tym stuleciu.

Edit: 13 lipca 2015 sąd w końcu wydaje nakaz zapłaty 25010 (+odsetki) bezpośrednio przez Wojciecha Głucha z prywatnego majątku, a nie przez spółkę. I znowu trzeba czekać na nadanie klauzuli wykonalności i wykonanie egzekucji komorniczej.

Jak to się skończy?

Teoretycznie fajnie patrzeć, że samych odsetek robi się 500 PLN miesięcznie, ale nie próbuj mnie pocieszać w ten sposób, bo w tej chwili to ciągle 500 złotych od zera.

W praktyce, przede wszystkim całkowicie straciłem zaufanie do sądów i komorników. Dlaczego komornik nie może po prostu sprzedać ziemi wniesionej jako kapitał zakładowy spółki? Chyba od czegoś są księgi notarialne, prawda? Dlaczego po otrzymaniu ode mnie zdjęcia samochodu z którego korzysta dłużnik, komornik go nie zajmie. Dlaczego kiedy przychodzi zająć sprzęt firmowy, wystarczy powiedzieć „to nie tej spółki” i komornik nic nie może zrobić? Nie dziwię się, że Wojciech Głuch nawet nie odpowiada na pisma z sądu i nie odwołuje się od spraw. Po co tracić czas, skoro sąd wyśle jakąś makulaturę i nic z tym nie zrobi?

Na sądach się zawiodłem, jednak niekompetencja urzędników z Urzędu Skarbowego wręcz mnie oburza. Urzędasy jeśli tylko zobaczą coś, co może wymagać pracy, oleją tę sprawę. Zajmą się tymi przedsiębiorcami, którzy akurat z powodów losowych opóźniają się z płatnościami (i którzy jak będą mieli, to zapłacą), a trochę trudniejsze sprawy zamiatają pod dywan. „Skoro ktoś nie mówi nam, że ma płacić podatki, to przecież nie możemy ich ściągać. Idź stąd i daj mi skończyć kawę”. To ich logika.

PS przypominam, że ten wpis to ogłoszenie o sprzedaży wierzytelności. Jeśli więc chcesz ją odkupić – zapraszam do kontaktu!