Tak, reklamy tej firmy naprawdę Cię śledzą. I nie, wcale nie trafiłeś przypadkiem na artykuł z wypowiedzią eksperta tej firmy. Ktoś to sobie zaplanował.

Jakiś polityk wali lekką głupotę. Nagle czołowe serwisy związane z przeciwną stroną sceny politycznej podchwytują news, a media społecznościowe zalewa fala przeróbek. Myślisz, że to przypadek?

Przedstawiam trzy ciekawe techniki wykorzystywane w nowoczesnym marketingu internetowym: content marketing, remarketing/retargeting i spam polityczny.

1. Istnieją ludzie, którzy wyręczają dziennikarzy

Kiedyś typowe działania Public Relations w Internecie polegały głównie na tym, że firma X wysyłała do wszystkich dziennikarzy ze swojej branży informację prasową o produkcie Y. Dziennikarz pisząc artykuł na temat związany z produktem miał ułatwiony dostęp do danych technicznych i wiedział do kogo zgłosić się gdyby potrzebował więcej informacji (wiadomo, że dziennikarz nie zna się na wszystkim o czym pisze tak dobre, jak producent).

Dzisiaj, kiedy w Stanach króluje, a do Polski wchodzi Content Marketing, jest inaczej. Coraz więcej firm wysyła dziennikarzom całe artykuły, często ciekawsze niż byłby w stanie napisać niezwiązany z branżą dziennikarz. Artykuł jest skonstruowany tak, żeby czytelnik dowiedział się, że ma problem, a o rozwiązaniu mówi ekspert z firmy X.

Korzyść jest więc oczywista: kiedy internauta będzie potrzebował rozwiązania swojego problemu, może zwrócić się do firmy X. Nie musi nawet pamiętać jej nazwy – wystarczy, że w artykule problem zostanie określony konkretnymi słowami, na które firma X pojawia się w wynikach wyszukiwania Google.

Dlaczego redakcja publikuje coś takiego? Bo dostaje za darmo ciekawy tekst. Czasem wręcz kiepsko opłacany dziennikarz opublikuje taki artykuł jako własny, za co dostanie wynagrodzenie od redakcji dla której pracuje.

Content Marketing jest teraz jedną z najbardziej efektywnych form promocji – o ile jest robiony z sensem – i naprawdę polecam zainteresować się tym tematem.

2. Tak, te reklamy naprawdę Cię śledzą

Pewnie znasz tę sytuację, w której widzisz reklamy firmy, której stronę przeglądałeś parę dni temu. Nazywa się to „remarketing” lub „retargeting” (zależy od systemu z którego korzysta reklamująca się firma) i również bardzo efektywnie działa. Jeśli firma ma do wydania np. 100 złotych na reklamę graficzną, to prawdopodobnie zarobi więcej wykorzystując remarketing i reklamując się wśród osób, które już widziały ofertę niż wśród zupełnie osób nieznających firmy i dobranych np. na podstawie demografii.

Takie coś możliwe jest np. za pomocą reklamy AdWords (usługa reklamowa należąca do Google). Google dogadało się z właścicielami tysięcy stron, że będzie mogło reklamować różne firmy na tych stronach. Firma może więc zapłacić Gooogle’owi, żeby wyświetlał jej reklamy w wykupionych miejscach.

Ale to nie wszystko co potrafi remarketing. Sprytne firmy potrafią zareklamować internaucie nie swoją firmę, ale artykuł promujący firmę w znanym serwisie. Czyli jeśli czytam artykuł na Onecie, może mi zostać polecony artykuł o firmie X, której ofertą interesowałem się kilka dni temu. Dodam, że ten artykuł może zostać opublikowany przez działania content marketingowe. Możesz więc prawie za darmo przekonać klienta, że twoja firma jest tak dobra, że piszą o niej największe portale, czym klient szybko sam się przekona zaraz po wejściu na twoją stronę…

Jeszcze sprytniejsze firmy potrafią wyemitować reklamę remarketingową, chociaż internauta jeszcze nie widział ich strony… Jak to robią? O tym i innych mało znanych, ale niezwykle skutecznych trickach dowiesz się na szkoleniu.

3. Śmieszne obrazki o politykach powstają na zamówienie

Marketing polityczny to co prawda nie moja branża, ale mimo to bardzo ciekawa. Moje poglądy polityczne nie mają znaczenia. Akurat obrywa się PO, ale tylko dlatego, że są fajnym przykładem.

Myślisz, że przeróbki zdjęć polityków robi w domowym zaciszu jakiś wąsaty Janusz, wyborca PiS-u? Wydaje Ci się, że palnięta przez polityka głupota nagle wszystkim wpada w ucho? Nic z tych rzeczy – tego typu rozprzestrzeniające się obrazki (tzw. memy) powstają na zlecenie sztabów wyborczych a następnie są wspierane kampanią w mediach społecznościowych, żeby przypadkiem nikt ich nie ominął. Tak, politycy płacą za robienie głupich obrazków o konkurencji.

Jakiś czas temu Fronda opublikowała spowiedź politycznego trolla, którego zadaniem było właśnie tworzenie treści zgodnych z linią partii. Wpis – pochodzący od anonimowego autora – tuż przed wyborami prezydenckimi został udostępniony ponad 2000 razu na Facebooku, pokazując nieczyste metody partii rządzącej…

Ale chwila, chwila! Czy przypadkiem bardzo podobny wpis nie pojawił się też w Prawica.net (już usunięty), Niezależna i inne prawicowe media?

Bez względu na to czy spowiedź rządowego trolla jest prawdziwa i tylko wypromowana przez prawicowe media, czy to kompletny wymysł powstały w celu ośmieszenia konkurencji, od ubiegłych wyborów samorządowych polskie partie zdają się zauważać siłę Internetu w propagowani swoich pomysłów. Nieudolnie, ale zaczynają. Tu najlepszy przykład nieudolności – wpisy na Twitterze opublikowane przez działaczy PO z ich oficjalnych kont.

marketing polityczny platforma obywatelska

Darmowa porada: możecie retweetować wpis. Nie musicie go wklejać.

To jeszcze nie ten poziom, co w USA gdzie wybory prezydenckie wygrywa ten kandydat, o kim jest więcej wpisów na Twitterze (to prawdziwa zależność), ale na następnych większych wyborach będzie już się działo.

Mało? Zobacz więcej na szkoleniu z tworzenia zarabiających stron. Sypię takimi przykładami jak z rękawa, więc warto.