Jak znaleźć autora tekstów na stronę

Seocopywriterzy są grupą społeczną, której komputery psują się częściej niż armii podczas działań wojennych. Na pustyni. I po zrzuceniu napalmu.

Apetyt Internetu na nowe teksty jest niepohamowany. Obecnie pojawia się jakieś dwanaściedziesiąt pierdylionów tekstów na minutę, do czego w dużej mierze przyczynia się branża pozycjonowania. Nad ich powstaniem dzielnie pracuje grupa autorów zwanych seocopywriterami. Jak znaleźć rzetelnego copywritera, którego komputer nie będzie psuł się co tydzień i który nie będzie trafiał na miesiąc do szpitala piętnaście razy w roku?

„A po co to? A komu to potrzebne?”

Nie ma co ukrywać, że tekstom wykorzystywanym w pozycjonowaniu daleko do wybitnych ekspertyz (bo ile można pisać o wymianie żarówek Wrocław tanio?), a przy kilkunastopreocentowym bezrobociu i powszechnym dostępnie do Internetu tysiące osób stwierdzają „ej, a gdyby tak pisać teksty do internetów?”.

Uwaga: copywriter to gość wymyślający irytujące nagłówki reklam typu „Odbierz Gwarantowane 7% Zysku Dla Twojej Rodziny”. Seocopywriter generuje duuuuże ilości treści potrzebnych do pozycjonowania.

W efekcie dostajemy masę niskiej jakości treści będącej pożywką głównie dla robotów, których koszt jest adekwatny do jakości – przeważnie kilka złotych za jeden „artykuł”, a czasem nawet poniżej złotówki. Skąd więc te tysiące seocopywriterów, którym pisanie się opłaca? Po pierwsze stawkę nadrabiają liczbą tekstów (kilkadziesiąt albo kilkaset na raz), a po drugie zwykle mają niskie koszty utrzymania – studiują, mieszkaja w małych miejscowościach itp. Naprawdę nie każdy żyje w Warszawie utrzymując rodzinę i mając kredyt na pół miliona.

Jesteś seocopywriterem? Zobacz Fabrykę Blogów!

Jeśli zrozumiesz ten rynek, szybko zidentyfikujesz kilka problemów dotyczących seocopywriterów:

  1. są nieterminowi („eeee, za 50 złotych mi sie jednak nie chce”),
  2. często nie wystawiają faktur („hmmm, 1200 złotych minus ZUS równa się… OK, zostaję w szarej strefie”),
  3. zwykle zamiast zaoferować trochę wyższą cenę, starają się zjechać ze stawką jak najniżej albo oszukać na tekstach.

W pułapce ceny

Najbardziej dziwi mnie zawsze pułapka ceny. OK, wiem, że przy olbrzymiej konkurencji wśród autorów tekstów rządzi kupujący, ale naprawdę nie każdy patrzy tylko na cenę. Gdyby tak było, to wszyscy kupowalibyśmy tylko w Biedronce.

Oczywiście nie znaczy to, że za napisany w 10 minut tekst o dupie Maryni seocopywriter powinien sobie zażyczyć 100 złotych (zwłaszcza, że największe portale za newsa płacą po 5-10 złotych), ale jednak cena nie jest jedynym kryterium wyboru.

Jeśli mam dostać tekst po miesiącu, to jestem o miesiąc jego emisji do tyłu. Przez ten miesiąc tekst mógłby na siebie zarabiać (np. na kliknięciach w reklamy zamieszczone obok niego albo służąc do pozycjonownia jakiejś strony), a w efekcie złotówka różnicy by mi się zwróciła.

Kolejna wartość to faktura – zapłacenie autorowi tekstów 100 złotych „pod stołem” to dla mnie to samo, co zapłacenie 152 złotych brutto z fakturą (odliczę 29 złotych VAT-u i 23 złote dochodowego).

Takich dodatkowych wartości znalazłoby się jeszcze trochę. Mogłoby to być na przykład znalezienie zdjęcia dopasowanego do artykułu i pozwalającego na legalne wykorzystanie albo wstawienie do tekstu tematycznego filmu z YouTube, ale jakoś żaden autor mi tego nie zaproponował (a szkoda).

Jakiego seocopywritera NIE brać?

Kupiłem już teksty od kilkudziesięciu osób, ale stale współpracowałem tylko z czterema z nich. Główna przyczyna zakończenia współpracy to nagłe zerwewanie kontaktu. Druga ważna przyczyna to próba oszustwa. Nigdy powodem przerwania współpracy nie było podniesienie ceny (chociaż to filtruję na początku, o czym za chwilę napiszę).

Co do oszustw, to najczęściej zdarzają się następujące:

  1. autor koniecznie chce pieniądze z góry (tłumacząc się nieotrzymaniem zapłaty od poprzednich klientów), a po otrzymaniu przelewu znika,
  2. autor wysyła teksty, których fragmenty są wygenerowane za pomocą programu (tzw. spinnera),
  3. autor obiecuje zbiorczą fakturę/umowę o dzieło na wiele tekstów, ale w końcu nie chce jej podpisać albo wręcz popełnia przestępstwo wystawiając fałszywą fakturę.

Za to ostatnio nie spotykam się z próbami sprzedaży tekstów skopiowanych z Internetu, co jakiś czas temu zdarzało się nagminnie (niektóre skrypty miały nawet moduły do wykrywania skopiowanych tekstów).

Kiedy copywriter próbuje Cię naciągnąć…

Bezpośrednią konkurencją dla seocopywriterów są teksty generowane z automatu. Okazuje się, że sami autorzy próbują naciągnąć klientów na teksty wygenerowane przez spinner. Wiem coś o tym. Sam napisałem taki generator, więc nie tak łatwo mnie oszukać ;).

Mam prosty sposób na ich wykrycie: wystarczy rozbić otrzymane teksty na zdania i uszeregować je alfabetycznie. Jeśli teksty pochodzą ze spinnera, dostaniesz coś takiego:

teksty ze spinnera z synonimami

Problem pojawia się tylko jeśli autor wysyła nam próbkę tekstów, w których są rzeczywiście unikatowe treści, a „kopie” artykułów sprzedaje innemu klientowi. Natomiast przy większych zleceniach teksty ze spinnera widać jak na dłoni. Oczywiście wykrycie próby oszustwa to dla mnie natychmiastowy koniec współpracy.

Jak znaleźć seocopywrotera?

Skoro wiesz już jak seocopywriter może kombinować, pora na opracowanie procesu wyboru autora tekstów na twoje strony. Ja szukam seocopywriterów w taki sposób:

  1. Szukam miejsca, w którym jest dużo autorów – ja wybrałem forum PiO bo jestem tam zarejestrowany od paru lat i mniej więcej kojarzę wiele osób po nickach, ale to obecnie bardzo ryzykowne z powodu wielu oszustw.
  2. Z listy osób dających ogłoszenia w wyżej podlinkowanym wątku usuwam tych z kontami założonymi miesiąc temu, z jednym napisanym postem, niepotrafiących napisać ogłoszenia w czymś przypominającym język polski i tych dających numer GG jako jedyną formę kontaktu. To pozwala wstępnie odfiltrować osoby chcące tylko wyłudzić pieniądze.
  3. Z pierwszych 2-3 stron ogłoszeń wybieram 10 osób, które wyglądają na najbardziej zaufane (są zarejestrowani od paru lat, podają dane firmy w ogłoszeniu itp.)
  4. Wysyłam im e-mail z prośbą o następujące informacje: możliwość otrzymania faktury, cenę najtańszych tekstów wraz z linkiem do przykładu, cenę tekstu niosącego jakąś wartość wraz z linkiem do przykładu, sposób zapłaty (PayPal odpada, bo każdy może go sobie założyć w pięć minut bez żadnej weryfikacji i w 90% przypadków zwiastuje oszustwo), terminu wykonania przykładowego zlecenia i referencje (o referencjach za chwilę).
  5. Ostatnio z tych 10 osób na e-mail odpisało mi 6, z czego jedna napisała, że nie chce brać zleceń. Przypominam, że wszystkie te osoby dały ogłoszenia, że szukają klientów!
  6. Pozostałe pięć osób poprosiłem o napisanie próbnego zlecenia, płącąc z góry takie stawki jakie zaproponowały (w wersji najtańszej), żeby sprawdzić jakość tekstów i terminowość autorów.

Jaki jest efekt takiego procesu?

  • W trzech przypadkach dostałem teksty kolejnego dnia,
  • jedno z jeszcze niezrobionych zleceń jest od autorki piszącej dla znajomego (podała jego nazwisko w referencjach), więc pewnie je dostanę,
  • z ostatnim nie wiadomo co się dzieje, ale spodziewam się raczej dostać je za miesiąc niż w ogóle.

Teraz pozostaje dopasować jakość do ceny (sposób rozliczeń, jakość tekstów) i już mam nowego copywritera. Dużą niespodzianką okazało się, że u jednego z autorów teksty w wersji najtańszej okazały się równie dobre, co kilka razy droższe wartościowe teksty u innych. Gdybym sugerował się tylko ceną nie trafiłbym na tego autora!

Na koniec jeszcze jedno. Mimo że prośba o referencje w przypadku zleceń za kilkadziesiąt, maksymalnie kilkaset złotych może wydawać się kontrowersyjna, okazuje się, że wielu autorów prowadzi swoje strony na których zbierają referencje od klientów a nawet ma profile na LinkedIn i GoldenLine. Jeszcze rok temu chyba nikt by o tym nie pomyślał.

Czyżby rynek się cywilizował?