O! Przeczytałem fajny artykuł w gazecie. Przepiszę go do siebie na blog, a w stopce dam jasnoszary tekst z nazwiskiem autora (tak, żeby przypadkiem nikt nie zobaczył). Nie robisz tak z tekstami, prawda? A w czym gorsze są zdjęcia?

Trafiam na kopię artykułu z jednej z moich stron. Artykuł skopiowany w całości z dopiskiem „Źródło: internet”. Piszę do właściciela strony z prośbą o usunięcie. Dostaje odpowiedź:

Na stronie nie ma informacji o prawach zastrzeżonych, więc oznacza to, że mogę ją kopiować jak chcę.

Intuicyjnie widać, że to nie tak!

No nie, koleżko, to nie tak. Domyślnie jest dokładnie odwrotnie: każdy utwór jest chroniony na podstawie ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [PDF] i nie trzeba do tego podejmować żadnych działań.

Uwaga! Utworem są też zdjęcia, infografiki, filmy itd.

Dopiero jeśli chcesz zmienić licencję utworu, musisz podjąć jakieś kroki. Na przykład teksty z tego bloga są na licencji CC, więc możesz je kopiować, ale zdjęcia objęte są już oddzielnymi prawami (więcej w regulaminie). Podobnie jest na YouTube. Kiedy wysyłasz video, możesz wybrać na jakiej będzie licencji. Przy domyślnych ustawieniach twoje video będzie mogło być udostępniane na innych stronach, ale możesz to zablokować.

Dość intuicyjne wydaje się to, że nie możesz przepisać sobie artykułu z gazety i w całości wrzucić go na swoją stronę. Na tej samej zasadzie nie możesz skopiować treści innej strony (nawet jeśli nie ma na niej żadnej informacji „copright”, „wszelkie prawa zastrzeżone” ani znaczka ©).

Wyjątkiem jest prawo cytatu, które w uproszczeniu polega na tym, że możesz wrzucić na stronę na przykład zdjęcie z okładki National Geographic i zrobić recenzję tego zdjęcia. Raczej ciężko byłoby opisywać zdjęcie, którego nie widać :). Istotne jest to, że zdjęcie nie może być główną wartością twojego tekstu. Prawo cytatu zostało dokładnie opisane w tym artykule.

Panie, my w tych internetach to mamy wszystko za darmo!

Tymczasem w Internecie dość powszechne jest wykorzystywanie zdjęć do których autor nie ma żadnego prawa i lakoniczny dopisek „Źródło: Internet / Google Images”. Właściciele niektórych serwisów bezczelnie dają nawet odnośnik do strony z której ściągnęli obrazek twierdząc, że to załatwia sprawę.

Nawet nie piszę tu o Kwejkach, Demotywatorach i innych tego typu stronach, ale o chcących uchodzić za poważne serwisach typu Antyweb, na którym notoryczne używanie grafiki wbrew prawom autorskim irytuje mnie bardziej niż brak słownika.

Skąd brać zdjęcia na stronę?

Jak rozwiązać problem grafiki do wykorzystania na stronie? Po pierwsze, są zdjęcia na licencji Creative Commons, których można używać podając nazwisko autora i źródło. Wady? Maaaaaaaaasa źle opisanych zdjęć z urodzin wujka, przez które trzeba się przebijać szukając tego, czego nam potrzeba.

Drugie rozwiązanie to stocki, czyli zbiory zdjęć i grafik, na których wykorzystanie można wykupić licencję (np. iStock, Fotolia, Depositphotos). Duża część zdjęć jest robiona przez profesjonalnych fotografów i obrobiona z myślą o umieszczaniu ich w różnych publikacjach.

depositphotos2

Typowe zdjęcie stockowe nadaje się do wykorzystania w setkach projektów ©Depositphotos.com/Yuri_Arcurs

Zdjęcia ze stocków są płatne, ale wybór jest zdecydowanie większy, a wyszukiwarki działają naprawdę sprawnie dzięki systemowi tagów (słów kluczowuych) jakimi opisane jest każde zdjęcie.

Jak wykorzystać zdjęcia ze stocków?

Jest tylko jeden kruczek: każde zdjęcie w wyszukiwarce oznaczone jest znakiem wodnym z nazwą stocka. Na przykład w Depositphotos wygląda to tak jak na zrzucie poniżej.

depositphotos

Taki plik ze znakiem wodnym czasem możesz pobrać za darmo, aby na przykład zobaczyć jak sprawdzi się w projekcie – zależy to od serwisu. Aby móc użyć zdjęcia, musisz jednak zapłacić od kilkudziesięciu groszy do nawet kilkuset złotych w zależności od wielkości zdjęcia i sposobu w jaki będziesz je wykorzystywać.

Jeśli na przykład potrzebujesz wielkich zdjęć, które będziesz sprzedawać jako fototapety, zapłacisz kilkaset złotych. Z drugiej strony, profesjonalny fotograf wziąłby za takie zdjęcie (i prawa do dalszej sprzedaży!) jeszcze więcej.

Za ile kupić zdjęcia do wstawienia na stronę?

Natomiast jeśli potrzebujesz zdjęć do wstawienia na stronę, będzie zdecydowanie taniej – od kilkudziesięciu groszy do kilkunastu złotych.

Na dokładną cenę wpływa rozmiar zdjęcia, sposób rozliczeń i licencja. Zwykle masz do wyboru płatność w abonamencie, gdzie możesz ściągać określoną liczbę zdjęć (ograniczenie jest dzienne lub miesięczne) i system kredytów. W systemie kredytów kupujesz punkty (kredyty), które wymieniasz na zdjęcia. Liczba kredytów przypadających na jedno zdjęcie zależy od jego rozmiaru i preferencji autora zdjęcia. Na przykład licencja na wykorzystanie zdjęcia widocznego na górze tego artykułu kosztuje 2 kredyty, co przekłada się na 2 dolary (możesz dostać zniżkę jeśli kupisz  więcej kredytów).

Standardowe licencje zwykle pozwalają na wykorzystanie zdjęć na stronach, ulotkach, opakowaniach, plakatach itp. Jeśli natomiast chciałbyś zrobić szablon strony oparty o grafikę ze stocku a następnie sprzedawać ten szablon – musisz wykupić rozszerzoną licencję (ok. 10 razy droższą niż największe zdjęcie). Porównania licencji różnią się w zależności od stocka, ale opisana powyżej zasada jest wszędzie podobna.

Jak oznaczać zdjęcia ze stocków?

Wróćmy jednak do standardowych licencji, w szczególności do wykorzystania zdjęć na stronach. Samo kupienie zdjęcia może nie wystarczyć – stocki wymagają poinformowania czytelników o prawach autorskich w części przypadków.

Na przykład w Depositphotos musisz dodać na stronie informację:
„© Depositphotos.com/[nazwa lub pseudonim dostawcy]” (rozdział „notka o prawach autorskich” w licencji standardowej), w iStock będzie to „© iStockphoto.com/[Nazwa artysty]” (punkt 4.14 licencji), a w Fotolii „© [nazwa autora] – Fotolia.com” (punkt 3c licencji standardowej), przy czym Fotolia zezwala również na użycie swojego loga zamiast nazwy, tak jak to często robiłem na starym blogu.

depositphotos3

Przestraszona pani © Depositphotos.com/yurok.a

Dotyczy to wykorzystania redakcyjnego (editorial), czyli sytuacji w której zdjęcia są wykorzystywane w gazetach, magazynach czy książkach. W przypadku wykorzystania na stronach jest różnie – np. w Fotolii oznaczenie jest mile widziane [źródło], ale niekonieczne, a w Depositphotos konieczne [źródło]. Szczegóły musisz już doczytać w licencji danego stocka z którego chcesz korzystać, bo nawet podobne sytuacje mogą się znacząco różnić.

W każdym razie czy płacisz za zdjęcia, czy nie – nie ma łatwo. Tylko jedno jest pewne – „źródło: Internet” nie wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *