„Nauczę się HTML-a i będę zarabiał 15000 miesięcznie pracując na spokojnym etacie” – myślisz. Nie, nie będziesz. I zaraz powiem Ci dlaczego to bzdury.

Niedawno szukałem frontendowca do firmy (w poniedziałek zaczyna :) ). Dla wyjaśnienia: frontendowiec dostaje od grafika „rysunek” strony i zostawia statyczną stronę lub podłącza ją do części aplikacyjnej, którą zrobił programista. W skrócie wymagania to znajomość HTML, CSS i jQuery poparte doświadczeniem, które jest do zrobienia w parę miesięcy. Wygląda jednak na to, że sporo osób uwierzyło w bzdury o koderach HTML-a zarabiających po 15.000 złotych miesięcznie.

Za 3000 popracuję dzień w tygodniu

Na rozmowę przychodzi gość znający HTML i CSS, który robi strony zgodne ze standardami W3C. Dla wyjaśnienia: strony zgodne z W3C były cool w 2005. Jego strony wyglądem nie porywają, ale to nie problem, bo przecież nikt nie każe mu być grafikiem, tylko frontendowcem. Według CV zna jQuery, ale na pytanie „jak zrobiłbyś, aby po kliknięciu na jeden element zaktualizowała się wartość kilku innych, przy czym dostajesz z serwera dane sformatowane tak jak chcesz” odpowiada „a to nie umiem”. Może pracować za 3000 netto, ale tak do 20 godzin w tygodniu (pół etatu).

Inny pan jest jeszcze lepszy:

Pełna dyskusja tutaj i wychodzi z niej, że moja oferta jest OK

3000 złotych na 1/5 etatu! Policzmy. To daje 15.000 na rękę miesięcznie, czyli 180.000 rocznie! Koszty pracodawcy wraz ze wszystkimi składkami to 300.000 złotych rocznie (pracownik wpada w drugi próg podatkowy).

Nie, to się nie zdarza

Podpowiem Ci coś. Żeby wystarczyło na twoje wynagrodzenie, pracodawca musiałby sprzedać strony za trzysta tysięcy rocznie. Mowa o samym frontendzie, nie o aplikacjach webowych! Zakładając, że robiłbyś jedną stronę-wizytówkę na dwa dni i pracowałbyś przez 200 dni w roku, szef musiałby znaleźć Ci 100 klientów za 3000 złotych każdy. Serio?

To nierealne:
– proste strony do których wystarczy tylko znajomość frontendu kosztują mniej,
– nie znasz się na backendzie, więc nie zrobisz aplikacji za które można by wziąć więcej,
– niemożliwe jest pozyskanie dla Ciebie 100 klientów rocznie bez żadnych kosztów (w tym czasu),
– jeszcze mniej realne jest, że firma ma 100 dużych klientów, dla których 3000 to tylko składowa ceny za całą aplikację.

Jeżeli interesuje cię założenie własnej firmy, zajrzyj tutaj

Zagranico tyle płaco. Albo i nie

To może inaczej? Ostatnio rozmawiałem ze znajomym, którego agencja działa na rynkach Europy Zachodniej. Początkowo stwierdził, że 15k netto dla frontendowca jest do zrobienia, jeśli sprzedaje się strony po zachodnich stawkach. Po chwili obliczeń wyszło mu, że sprzedając za granicę strony zrobione w czasie miesiąca przez dobrego frontendowca, wystarczyłoby dokładnie na utrzymanie etatu. W rzeczywistości nawet w USA średnie pensje frontendowców są niższe od 300.000 złotych, a dla „juniorów” to ok. 120.000 złotych Niby wszystko się zgadza, ale jest jedno „ale”. Gdzie koszt znalezienia klienta? Gdzie obsługa? Gdzie praca grafika? Niestety, nawet w takich warunkach to się nie dopina.

Tak, w IT można zarabiać 15.000 złotych

AdTaily ma aktualnie ogłoszenie o pracę do 12k netto, czyli może pan chcący 3000 za 1/5 etatu by się skusił. Wymagania? Ładnie nazwana znajomość „pełnego pakietu webowego”, pisanie wydajnych aplikacji w Ruby, znajomość relacyjnych i nierelacyjnych baz danych oraz zabezpieczania aplikacji przed atakami. Ruby i bazy to już robienie aplikacji a nie stron-wizytówek. Wszystko poparte „dużym doświadczeniem praktycznym”.

Aha i jeszcze jedno: umiejętność efektywnego dzielenia się wiedzą. No właśnie: dzielenia się wiedzą.

Dopiero przy takim układzie, w którym Ty, doskonały frontendowiec, przekazujesz swoją wiedzę młodszym kolegom, twoje stanowisko ma szanse przynieść zysk firmie.

A żeby ją przekazywać, musisz ją nabyć w praktyce. Serio. Gdyby do przekazania wiedzy wystarczyło przeczytanie jednej książki, kupiłbym każdemu jedną książkę za 50 złotych zamiast płacić Ci 15.000.

Dlatego właśnie bez skrępowania nadal będę nazywał bajkopisarzami wszystkich uważających, że po przeczytaniu jednej książki i za kodowanie w HTML-u dostaną tyle, co programista jakichś niszowych systemów w bankowości. Już większe szanse są na wygranie w lotto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *