Nie to żebym zwalał na kogoś winę, ale tym razem to wszystko przez urzędników. Gdyby nie oni, po prostu wyrzuciłbym tę fakturę do kosza. A tak? Nie da rady…

Końcówka września 2012. Na forum PiO, które kiedyś polecałem każdemu do szukania zleceń lub zleceniobiorców, ale z powodu sytuacji takich jak ta już nie polecam, znajduję ofertę założenia 100 stron na platformach blogowych takich jak WordPress.com.

Osoba przedstawiająca się jako Damian Gliński, chociaż jak się zaraz przekonasz równie dobrze mogłaby podać się za Ambrożego Kleksa, założy mi strony i wrzuci na nie jakieś teksty za 260 złotych. Na te 260 złotych mam dostać fakturę, więc nie podpisujemy żadnej umowy.

Wpłacam 100 złotych zaliczki na dane:

86 1140 2004 0000 3702 5651 5069
Damian Gliński
ul. Wielicka 76/30
Kraków

„Charakterystyczny język krętacza i naciągacza”

Po niecałym tygodniu dostaję listę 50 stron i informację, że po zapłacie całości dostanę resztę. No dobra, nie informację, ale raczej esemesową litanię:

Nie mam juz dostepu do komputera,wysle panu po 13, ale teraz potrzebuje tych 80zl. Ma Pan przeciez emaile itd. W razie czego – ale nie mam zamiaru nikogo oszukac. Naprawde prosze mi wierzyc. Bede Panu ogromie wdzieczny no i przy kolejnych moge zejsc z ceny troche Potem jak juz wszystko bedzie Pan mial to oplaci Pan reszte. Prosze bardzo teraz Pana zeby Pan przelal. Naprawde.Z gory dziekuje.To przeleje Pan ? Ja gwarantuje, ze dzisiaj bedzie Pan mial wszystko. Po 13 bede mial dostep do komputera i tez zadzwonie do Pana, tylko, ze teraz potrzebuje tego przelewu – pieniedzy. Przeleje Pan ?Prosze Pana, naprawde to wazna sprawa. Ja gwarantuje, ze Panu to dzisiaj wysle, bedzie mial to Pan u siebie na 100%. Przeleje Pan teraz ? Bardzo prosze. To przeleje Pan ? To wazne teraz, bo musze cos przed 11 oplacic. Ja naprawde odezwe sie do Pana i dzis wszystko bedzie. Tylko prosze – w ten sposob moze mi Pan obecnie bardzo pomoc, a ja sie odwdziecze, za to. Bardzo Pana prosze. Przeleje Pan teraz ? Prosze bardzo. To przeleje pan ? Bardzo prosze, naprawe to wazne. Bardzo prosze Przeleje Pan te 80 zl ? Bardzo Pana prosze. Ja po 13 bede i odezwe sie i wysle. Prosze Pana bardzo. Przeleje Pan ? Blagam Pana, to naprawde wazne. 80zl reszte jak juz wysle jak tylko wroce i bede przy komputerze. Naprawde Pana prosze. No blagam pana naprawde. Zaraz musze isc na egzamin musze oplacic a nie mam pieniedzy. Blagam pana. Juz wystarczy te 60zl i reszty nie trzeba – zejde z ceny ale blagam No blagam wysle pan teraz ? Juz po 12 a na 12 mialem. Stoje i czekam jak glupi. Blagam pana No prosze pana – 50zl i tyle. I te blogi sa pana, i strony. Blagam to naprawde wazne No blagam pana. Porozmawiamy potem ale teraz na prawde potrzebuje tych 50zl. Blagam zrobie co bedzie pan chcial jeszcze

To wszystko w czasie, w którym jestem na spotkaniu!

„Charakterystyczny język krętacza i naciągacza” skomentuje później ktoś na PiO, ale to za chwilę. Przelewam resztę pieniędzy i czekam na resztę stron i fakturę na 260 złotych brutto.

Dostaję coś, co w miarę przypomina fakturę, chociaż do ustalonych 260 złotych w magiczny sposób zostaje doliczony VAT. Faktura jest wystawiona na inne dane niż te, na które zrobiłem przelew, a telefon z którego były wysyłane SMS-y okazuje się jakąś bramką, więc szukam firmy. Dzwonię, żeby powiedzieć, że komuś pomyliły się kwoty (to się zdarza).

„To się nadaje na prokuraturę”

W firmie nie wiedzą nic o takiej fakturze, więc ma do mnie zadzwonić szef. Okazuje się, że żaden Gliński tam nie pracuje, a faktura o takim numerze została wystawiona zupełnie innej firmie i za co innego.

Nie pamiętam już czy dzwonię, czy piszę do Glińskiego, ale twierdzi, że wyjaśnił sprawę z właścicielem firmy i wszystko zostanie wyjaśnione.

W sumie to w tym miejscu chcę olać sprawę, wyrzucić fakturę do kosza, gdyby nie jedna sprawa: Pani Krysia z księgowości.

Dla mnie sprawa była prosta: nie chciało mi się podpisywać umowy na taką kwotę (koszt jej przygotowania byłby większy niż wartość umowy), nie sprawdziłem czy pan Gliński ma jakąkolwiek firmę lub może kogoś reprezentować, więc po prostu wywaliłem pieniądze w za połowę stron w błoto – moje ryzyko.

Niestety dla Pani Krysi nie jest to taki oczywiste. Twierdzi, że to przestępstwo, które muszę zgłosić na policję. Jeśli tego nie zrobię, Urząd Skarbowy będzie bardzo smutny kiedy zobaczy tę fakturę – w tej chwili to wygląda tak, jakbym chciał sobie wrzucić w koszty jakąś z kosmosu wziętą fakturę.

Spędzanie choćby minuty na tłumaczeniu się jakiemuś żyjącemu w XIX wieku policjantowi jest jedną z ostatnich rzeczy jakie mam ochotę robić, ale kiedy pan Gliński postanawia zmienić mi hasła do stron, w końcu idę.

„No dobra, ale kto tu jest poszkodowany?”

Pierwsza wizyta na policji trwa 3 godziny, z czego jakieś 45 minut policjantowi zajmuje stwierdzenie kto tu jest poszkodowanym, a kolejne pół godziny ustalenie jakie właściwie przestępstwo popełniono.

Od początku stawiam sprawę jasno: Panie, nie chce mi się bawić w jakieś dochodzenia za dwie stówy, więc po prostu przyjmij Pan zgłoszenie i idź sobie na pączki. Dla pana policjanta to jednak nie jest takie proste i musi ustalić co tu się stało, gdzie i kiedy spotykałem się z panem Glińskim i dlaczego zapłaciłem komuś za założenie stron w darmowych serwisach (po cichu liczę na to, że nie będzie kazał mi tłumaczyć co to jest pozycjonowanie).

Podaję jeszcze dane takie jak wyżej, jednocześnie pokazując w Google Street View, że to nie wygląda mi na mieszkanie i pewnie dane są ściemnione.

Wyświetl większą mapę

Teraz to biedny policjant już w ogóle nie wie co się stało, a kiedy mówię mu, że faktury można sobie teraz przesyłać e-mailem i nie musi być na niej żadnej pieczątki ani podpisu, jest wyraźnie załamany.

„Może chociaż jakieś wyłudzenie? Dostał pan te wszystkie strony?”

Kiedy mówię, że nie, jego praca nagle staje się prostsza. W końcu coś, co normalna osoba jest w stanie zrozumieć, a nie jakieś płacenie komuś, żeby założył konta na stronach, które są dostępne za darmo: jest wyłudzenie i fałszerstwo, a ofiarą jestem ja. Jeszcze tylko ustalenie miejsca popełnienia przestępstwa na podstawie tego gdzie był mój komputer kiedy pisałem e-maile i już mam spokój.

„A gdyby tak zapytać banku czyje to konto?”

Aż do połowy marca, kiedy zostaję znowu wezwany na policję. Tym razem tylko godzina czekania aż an apisrant mnie przyjmie. Nowy pan policjant nawet w miarę poprawnie potrafi obsługiwać komputer. Swoją drogą to  pierwszy raz w życiu widzę komputer na policji. Za to dwa razy widziałem maszynę do pisania.

Okazuje się, że w międzyczasie sprawą zajęła się prokuratura. Po trzymiesięcznych ustaleniach wyszło im, że firma od której niby dostałem fakturę, rzeczywiście jej nie wystawiła, a pan Gliński nie mieszka w sklepie znajdującym się pod podanym adresem. Niemożliwe… Podczas przesłuchania policjant sam wpada natomiast na to, że można by zgłosić się do banku do którego zrobiłem przelew i tam zapytać o adres. CSI powinno się od niego uczyć.

A po co zostaję wezwany? Okazuje się, że prokuratura nie może po prostu olać sprawy na moją prośbę – wtedy Urząd Skarbowy przyczepiłby się do mnie o posługiwanie się lewymi fakturami. Sprawę trzeba pociągnąć. Mam ustalić czy na pewno fałszerstwa dokonał mężczyzna (po jednej rozmowie telefonicznej sprzed pół roku na pewno pamiętam) i podać dane firm od których będą starali się odzyskać strony. Siedzę więc i przez komórkę szukam nazw jakichś firm.

Jeśli więc przez przypadek jesteś właścicielem stron takich jak WordPress.com albo o2.pl – przygotuj się, że za parę tygodni jakiś policjant przyjdzie do Ciebie aby ustalić czy nijaki pan Gliński na pewno ma w spodniach to co powinien. Przepraszam, ale podałem twoje dane ;)

Pozostałych przepraszam za to, że marnuję ich podatki na wysłanie policjantów do sklepu na Wielickiej w Krakowie, na pensję prokuratora, który musi zajmować się takimi bzdurami i nie może przerwać postępowania dopóki wszystkiego nie sprawdzi oraz wszystkim, którym administracja państwowa będzie teraz zawracać głowy. Tylko Urzędu Skarbowego nie przepraszam. Trzeba było mi pozwolić wyrzucić fakturę do kosza.

PS liczę na to, że jednak nie uda się odzyskać tych stron. Wyobrażasz sobie, jaki będę miał problem, jeśli okaże się, że dostałem je bez faktury?!

Edit z 16.08.2013: Okazało się, że dane na które założone zostało konto są fałszywe. Sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawcy. 1:0 dla oszustów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *