Możesz pracować za pół minimalnej pensji? Znasz Exela? Programujesz w C, Visualu i Zendzie co możesz potwierdzić przez podanie linka do strony strony, którą zrobiłeś na informatyce w drugiej klasie gimnazjum? Przykro mi: raczej nie znajdziesz pracy.

Na wstępie napiszę tylko, że bardzo dziękuję wszystkim osobom, które pomogły mi w poszukiwaniach pracowników. Jesteście o wiele lepsi niż serwisy z ogłoszeniami o pracę ;). Szczególne podziękowania należą się dwóm czytelnikom, których nie znam osobiście, a które wsparły mnie cennymi radami oraz osobom o których mowa w punkcie drugim.

8. Exelowe ściemy widać jak na dłoni

Spodziewałem się, że ludzie będą tuningować swoje dokonania (i się nie zawiodłem ;) ), ale nie sądziłem, że aż tak łatwo mogę wyłapać osoby, które po prostu kłamią w CV.

Jeśli piszesz w CV, że znasz exela albo potrafisz programować „w C, Visualu i Zend Framework”, to wiem, że kłamiesz. To tak, jakbym w CV napisał, że potrafię grać w szachy, na skrzypcach i w siatkówkę. Te pojęcia nie powinny znaleźć się obok siebie. No, chyba, że ktoś pisze w C wykorzystując do tego Visuala i komponenty z Zenda. Tylko jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić.

Z exelem sprawa jest jeszcze prostsza – skoro nawet nie wiesz jak ten program się nazywa, to nie potrafisz go obsługiwać. Tak samo jak ktoś, kto w CV wpisał znajomość POSTRESQL i Postresql, z niezrozumiałego dla mnie powodu dwa razy. I dwa razy błędnie.

7. Ludzie znają się na wszystkim

O tym, że w CV wpisuje się bajki, wiem doskonale. Tylko nie sądziłem, że aż takie! Jeśli wypisujesz w CV to co w punkcie powyżej, tylko razy dziesięć, to jest dla mnie oczywiste, że nie masz pojęcia o czym piszesz. No naprawdę, nie można znać się na Corelu, C++ i geografii. Zwłaszcza jeśli kandyduje się na stanowisko kierownika projektu.

No, chyba, że ja mam jakieś dziwne podejście do znania się na czymś.

Jeden z kandydatów, którego „znajomość Lean Startup” oznaczała „obejrzałem filiki Erica Riesa na YouTube” strasznie się zdziwił, gdy powiedziałem, że co prawda napisałem w C# program rozpoznający napisy na zdjęciach telewizorów i od paru lat działa on na linii produkcyjnej, ale w życiu nie wpisałbym sobie w CV znajomości C#!

6. Data urodzenia mówi bardzo dużo

Nie sądziłem, że tak dużo można wywnioskować po dacie urodzenia. Jeśli widzę czterostronne CV wysłane przez dwudziestolatka, to raczej oczywiste jest, że wypisuje jakieś głupoty, których nie warto czytać. Jeśli natomiast połączyć datę urodzenia z edukacją, dobrze widać kto skończył studia, kto je przerwał, a kto jeszcze studiuje i dopytać potencjalnych studentów o to czy będą mieli czas na pracę na etacie, zanim jeszcze zaproszę ich na rozmowę.

Przy okazji: niespodzianką jest liczba osób, które podają datę urodzenia lub wiek – prawie w każdym CV była ta informacja, czasem obok stanu cywilnego.

5. Nie wierzę w kandydatów, którzy w siebie nie wierzą

Co tu dużo mówić? Jeśli w e-mailu lub liście motywacyjnym piszesz „w sumie i tak mnie Państwo nie zatrudnią, bo sam bym siebie nie zatrudnił” albo „mogę pracować za pół minimalnej pensji, a jak Państwo stwierdzą, że chcą mnie wywalić po dwóch tygodniach, to się nie obrażę”, to ja nie uwierzę w umiejętności takiej osoby.

Nie chcę później codziennie słyszeć, że to się nie uda, a za dwa tygodnie szukać kolejnego pracownika. I skoro podaję wynagrodzenie, to znaczy, że tyle pieniędzy mam i szukam kogoś właśnie za tyle, a nie za „pół minimalnej pensji”. To działa w obydwie strony: może i nie stać mnie na najlepszych wymiataczy w Polsce, ale gdybym chciał kogoś o umiejętnościach adekwatnych do pensji minimalnej, to bym o tym napisał w ogłoszeniu.

4. „Portale” kandydatów to kosmos

Nie wiem skąd ten pomysł, ale sporo osób wpisywało w CV adresy napisanych przez siebie stron, nawet jeśli kandydowała na stanowisko PM-a. Gdyby to były blogi (mile widziana była znajomość WordPressa), strony-wizytówki a już w ogóle komercyjne projekty, byłby to niezaprzeczalny plus.

Pisałem już o tym, ale nadal nie mogę się nadziwić jak można się chwalić „portalem” będącym pojedynczym dokumentem HTML-a w na darmowym hostingu w yoyo.pl składającym się wyłącznie z formularza. Który nie działa.

3. Ruch z serwisów ogłoszeniowych jest mizerny

Wstawiłem ogłoszenia na kilka serwisów ogłoszeniowych spodziewając się dosłownie zalewu CV. Żeby sprawdzić skuteczność ogłoszeń kazałem wpisywać w tytułach e-maili konkretne frazy (np. Tablica – praca pozycjoner, Tablica – praca programista, Dlastudenta – praca programista, Dlastudenta – praca pozycjoner itd.). W niektórych przypadkach e-mail jest wysłany jako powiadomienie z serwisu, więc było jeszcze łatwiej zidentyfikować źródło. Jako że stanowisko wymaga znajomości SEO i orientowania się w PHP, dawałem różne nazwy stanowiska.

Przyszło dokładnie… 14 CV, z czego prawie wszystkie na programistę PHP ;). Znając trochę wrocławski rynek pracy, spodziewałem się, że z programistami będzie straszny problem (oferowałem ok. 4500 brutto, czyli mniej niż korporacje), może zgłosi się ktoś znający się na SEO (w SEO stawki są niższe niż w programowaniu), a większość osób będzie chciało być Project Managerem (bo przecież każdy potrafi wysyłać e-maile).

Jedna osoba wysłała to samo CV i list motywacyjny na stanowisko pozycjonera i PM-a. Na żadnym nie spełniła nawet połowy minimalnych wymagań.

2. Blogi dają radę!

Za to superskuteczne okazało się poinformowanie znajomych na Facebooku i na blogu. Tak jak się spodziewałem, w komentarzach pojawiły się głosy oburzenia, że jak ja śmiem dawać 3k na rękę, skoro powinienem dawać co najmniej 10. Jednak mój cel został osiągnięty: zgłosiły się też znajome osoby, z którymi mam już jakiś kontakt lub czytają bloga i które same się przefiltrowały ;).

Opłaciło się poświęcenie paru godzin na sprecyzowanie wymagań i opisanie dokładnego zakresu obowiązków. Dzięki temu nie musiałem tracić czasu na rozmowy z osobami, które i tak by się nie nadawały. Dodam, że wszystkie CV wysłane przez czytelników lub znajomych były o niebo lepiej dopasowane do wymagań niż te z serwisów ogłoszeniowych.

Jeśli chcesz za darmo umieścić na blogu swoje ogłoszenie o pracę związaną z IT – napisz!

I jeszcze jedna sztuczka, którą usłyszałem od właścicielki agencji pracy Recrutamos (a niech ma darmową reklamę!). Nawet jeśli idealny kandydat w końcu nie będzie zainteresowany pracą, to ** prawdopodobnie ma znajomych podobnych do siebie.** Poproś go o przesłanie tym osobom informacji o twojej ofercie pracy. Działa, co może potwierdzić jeden z pracowników znalezionych w ten sposób!

1. Serwisy z ogłoszeniami są płatne

Wystawienie ogłoszenia o pracę w popularnych serwisach ogłoszeniowych kosztuje kilkaset złotych. Serio?

Nie wierzę, że nikt jeszcze nie pomyślał „ej, a może by tak zrobić ogłoszenia za darmo, żeby zebrać jak najwięcej danych potencjalnych pracowników, a później wykorzystać big data, żeby sprzedawać agencjom pracy dostęp do wyszukiwarki pracowników?”

A nie, chwila. Reid Hoffman tak zrobił. I teraz jego LinkedIn jest czternastą pod względem popularności stroną na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *