Aster – śmiech na sali

Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

W ostatnich dniach głośno było o dwóch sprawach związanych z firmą Aster. Najpierw portale ogłosiły, że Aster planuje odłączać od sieci osoby nielegalnie ściągające dane, co wywołało ogólny śmiech. Dzisiaj pojawiły się newsy o zaokrągleniu cen w związku ze zmianami w rozliczeniu. Dość specyficzne zaokrąglenie polega na dodaniu do rachunku prawie 14 zł. Wydawałoby się, że firma ma zbyt dużo klientów, których chce się pozbyć, ale obawiam się, że jest inaczej.

Nic nowego

Sprawa odcinania dostępu do sieci osobom jest jakimś nieporozumieniem z trzech powodów. Po pierwsze pobieranie muzyki, filmów, zdjęć itd. jest w póki co legalne i tłumaczenia firmy o dostosowaniu się do polskiego prawa nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Po drugie, zapis ten istnieje w ich regulaminie od początku, więc wywoływanie afery teraz jest nieporozumieniem (jak się pewnie okaże akcją konkurencji albo jakiegoś dziennikarza). Po trzecie w końcu, skoro już czepiamy się Astera, to czemu nie zwrócić uwagi na inne punkty regulaminu:

2. W ramach korzystania z Usługi zabronione jest w szczególności

łamanie powszechnie przyjętych zasad współżycia społecznego;

Wykorzystywanie Usługi do tzw. bombardowania pocztowego – to znaczy wysyłania więcej niż kilku kopii tej samej lub podobnej wiadomości
mogących powodować zakłócenia pracy serwera lub konta poczty elektronicznej;

regulamin Aster

Punkt dotyczący powszechnie przyjętych zasad współżycia społecznego pozwala na zerwanie umowy w dowolnie wybranym przez operatora momencie, bo kto wie, co przyjęli sobie za te zasady? Przyjęte przez kogo? Przez pana prezesa? No, chyba ze najpierw zgłaszają się do sądu o sprawdzenie co też Kowalski nawypisywał na forum o panu prezydencie, a dopiero później odcinają. Obawiam się jednak, że takie zapobiegawcze podsłuchiwanie klientów nie jest  legalne.

Kolejny punkt rozbawił mnie do łez, bo można z niego wywnioskować, że e-maile użytkowników są czytane przez pracowników;). Oczywiście nie biorę tego na serio, ale skąd pani Krysia ma wiedzieć (jeśli w ogóle przeczytała umowę), czy przypadkiem pracownicy Astera nie sprawdzają jak bardzo podobne do siebie są e-maile do syna i szwagra? A może to nie pracownik firmy, ale automat (jak ten googlowski skrypt dopasowujący reklamy do treści wiadomości bez jej czytania)? W takim razie chętnie dowiem się, które e-maile są podobne, a które już nie. Jeśli automat potrafi to zrobić, to gratuluję – właśnie stworzyliście sztuczną inteligencję, należy się wam spora nagroda.

Kto za to płaci

Wygląda więc na to, że Aster stara się wymyślić jak najwięcej sposobów na pozbycie się użytkowników. Zaokrąglenie rachunków o 5 zł w górę przy zmianie sposobu rozliczania (było 12 co miesiąc, teraz 50 kwartalnie) to nic. Problem w tym, kto jest klientem Astera i w jaki sposób są oni zdobywani. Generalnie są to osoby starsze kuszone tanim abonamentem albo bardziej zamożni klienci korzystający z wielu usług na raz i nie przejmujący się za bardzo za co płacą. Przez kilka tygodni miałem do czynienia z call-center w którym konsultanci sprzedawali produkty tej firmy. Sami doskonale wiedzieli, że ceny są wzięte z sufitu, a dodatkowe pakiety przemycali gdzieś między wierszami. Dochodziło do tego, że wciskali klientom nowe usługi, kiedy ci wyartykułowali cokolwiek brzmiącego mniej-więcej jak potwierdzenie. Nie dziwi mnie więc, że Hazanowi udało się utargować od ręki lepszą ofertę. Na jego miejscu zajrzałbym jednak w umowę i przypomniał sobie, czy konsultant nie wspominał w czasie rozmowy o kilku nowych kanałach we wspaniałej promocji. Jeśli tak, pewnie są już aktywne.

Autor artykułu: Marcin Kosedowski.

Skomentuj