Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Biuro coworkingowe

Smak kawy czasem zależy od tego, z kim ją pijesz – mówi Miłosz Jarosiewicz, który prowadzi biuro coworkingowe Cocobar.

Miłosza Jarosiewicza z biura coworkingowego Cocobar przepytywał , foto: Izismile/PD

Marcin: Słońce, piasek, drink z palemką na stole i laptop na kolanach. Albo nie: kawiarnia w centrum miasta i laptop na stoliku. Tak pracuje się zdalnie, prawda?

Miłosz: Tak pracuje się na pewno przyjemnie… A sekret tkwi w tym, że jest się niezależnym. Taki scenariusz kusi każdego, kto jest już zmęczony schematyczną pracą w biurze lub przesiadywaniem w domu. Jednak jest jedna rzecz, o której nie zawsze pamiętamy.

Marcin: Poprosić o mocniejszego drinka? ;)

Miłosz: Praca zdalnie to ciągle praca, którą trzeba wykonać. I tu najważniejsza jest samodyscyplina. Bajeczna atmosfera w ciepłych krajach czy harmider panujący w bardzo dynamicznych kawiarniach, rzadko kiedy sprzyja realizacji naszych zadań.

Marcin: Więc jednak kawiarnia i plaża nie są najlepszymi miejscami do pracy?

Miłosz: Zarówno z doświadczenia setek osób, które poznałem, a które pracują niezależnie, jak i swojego, wiem, że najbardziej skuteczną strategią, pozwalającą na bycie i niezależnym, i efektywnym, i zaspokojonym socjalnie, jest… coworking.

Marcin: Czyli co, mam wyjść ze spokojnego mieszkania i iść do biura? Mogę zabrać się za pracę kiedy chcę i nikt mi nie przeszkadza…

Miłosz: COCOBAR, jako biuro coworkingowe, istnieje głównie dlatego, że przyciąga ludzi kreatywną atmosferą, jaka tu panuje. Jeśli masz dookoła siebie przesympatycznych ludzi, pracujących nad swoimi zadaniami, naturalnie zaczynasz wykonywać swoje. A że ci są dodatkowo zawsze pomocni i otwarci na wymianę doświadczeń, to tylko potwierdza fakt, że ciężko znaleźć lepsze miejsce do pracy.

Marcin: Wiem, wiem… chciałem Cię podpuścić ;). Kiedy pierwszy raz pracowałem w biurze coworkingowym, zdziwiła mnie właśnie ta atmosfera: wchodzę do sali, w której wszyscy w skupieniu pracują nad swoimi laptopami. I co ja niby mam zrobić? Przecież nie włączę śmiesznego filmiku o kotach z YouTube’a. Nie mam wyjścia: muszę pracować&ghellip; Kogo spotkam w biurze coworkingowym? Programistów i developerów stron?

Miłosz: Kiedy myślę o tym, jak różnorodne osoby pracują w Cocobarze, sam jestem zaskoczony… Popularne było stwierdzenie, że jeśli freelancerzy, to na pewno coś związanego ze stronami WWW. Okazuje się, że takich jest u mnie… najmniej.

Oczywiście są, ale oprócz nich spotkasz tłumaczkę angielskiego czy… chińskiego, przedstawiciela Japońskiej firmy z amerykańskim pochodzeniem, programistę i marketingowca z Grecji czy właściciela serwisu w branży finansowej. Idea polega na tym, że klimat tego miejsca tworzą właśnie ci niesamowici ludzie.

Marcin: A co z dodatkowymi usługami? Obecnie stacje benzynowe sprzedają hot-dogi, sklepy spożywcze – kawę z ekspresu, a prawnicy – polisy. Co poza biurkiem dostanę w biurze coworkingowym?

Miłosz: Zawsze zastanawiał mnie wpływ marki na decyzje zakupowe ludzi. Masz ochotę na kawę – pójdziesz do sklepu spożywczego czy do Starbucksa? ;) Coworking to przede wszystkim ludzie, tworzenie społeczności. Decydując się na pracę tutaj, masz przede wszystkim dostęp do biurka, mediów, zaplecza biurowego i kuchennego. Nie mogłoby przecież zabraknąć kawy…

Marcin: W domu też mam biurko i ekspres do kawy, w dodatku lepszy niż twój ;).

Miłosz: Smak kawy czasem zależy od tego, z kim ją pijesz ;). Poza tym są istotniejsze korzyści. Do Cocobaru przynosisz swój bagaż doświadczeń i umiejętności. Tak samo, jak wszyscy pozostali. Dlatego najcenniejsza wydaje się być jednak wymiana tych zasobów, tworzenie nowych kontaktów, współpraca przy zleceniach. Dodatkowo praca nabiera innego wymiaru. Panuje raczej wyluzowana atmosfera. Przychodzisz, bo chcesz, a nie musisz.

Marcin: Nigdy tego tak nie traktowałem, ale właściwie to masz rację. Wiadomo jak to jest u większości etatowców: akurat dzisiaj nie mają ochoty iść do pracy, ale muszą. Coworkerzy mają lepiej. Pod jakimi jeszcze względami?

Miłosz: Pamiętajmy, że coworkerzy, mimo wszystkich zalet, też pracują. W obu przypadkach konsekwencje są podobne, bo coś nie zostało zrobione. Tylko inaczej się to rozlicza. Największa różnica to właśnie postawa. Freelancerzy mogą pracować w dowolnym miejscu, nie ograniczając się do wrocławskiego Cocobaru. Może to być inne biuro, w Krakowie, Berlinie czy Argentynie… To daje komfort psychiczny, i poczucie satysfakcji z tego, co robisz, inaczej by zmienili zajęcie. Jesteś wolny i każda decyzja zależy od Ciebie. To podstawa działania na własną rękę.

Marcin: A jak formalnie wygląda korzystanie z Cocobaru? Dajesz umowy na trzy lata z góry, jak operatorzy komórek, żeby zatrzymać ludzi jak najdłużej?

Miłosz: To byłoby strzelanie na oślep w ideę bycia niezależnym! Przychodząc tutaj, przede wszystkim nawiązujemy relację. Poznajesz ludzi, podglądasz klimat, żeby sprawdzić czy Tobie to odpowiada.

Jeśli tak, po testowym dniu dogadujemy warunki i podpisujemy umowę na czas nieokreślony. Kiedyś była zasada, żeby przy rezygnacji podsunąć kandydata na swoje miejsce (rynek chyba jeszcze nie jest na tyle rozwinięty, by to funkcjonowało). Dzięki temu mamy wciąż zaufanych ludzi. Bo pracując tu, po jakimś czasie czujesz się jak u siebie. Rezygnacja to jak wyprowadzka z mieszkania… Zachowałem jedynie koncepcję miesięcznego okresu wypowiedzenia. A fakturki, jak najbardziej.

>>>Poznaj 3 inne sposoby na coworking

Marcin: Czyli pełna wolność?

Miłosz: W piżamie jeszcze nikt nie chodzi, co prawda… Ale utrzymujemy wyluzowany klimat. Jest dużo uśmiechu, ciekawych historii w przerwach, bo co rusz to ktoś wyjeżdża a to do Wietnamu, Kolumbii, Nepalu. Niedługo powrócę również do spotkań integracyjnych COCOBAR by night, ala wrocławskie before party. Ustawiamy DJ-kę, puszczamy wizualizacje, i robimy tzw. networking procentowy. Im więcej tego drugiego, tym więcej tego pierwszego ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *