Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

prezent urodzinowy dla bloga ;)

Dokładnie trzy lata temu przyszedł na świat blog like-a-geek. Czas na kilka wspomnień. I rad od starego bloggera.

, foto: Helga Weber (CC)

Od początku postanowiłem pisać dla czytelników. Bez fałszywego gadania, że piszę dla siebie albo że nie zależy mi na tym, czy ktoś to czyta. Zależy mi.

Gdybym poszedł do psychologa, stwierdziłby, że mam umysł analityczno-techniczny (o ile ktoś wprowadza takie klasyfikacje). Kręcą mnie wszystkie statystyki, a przeglądanie Google Analytics jest dla mnie jak odkrywanie nieznanych krajów. Cieszę się z każdego osiągniętego celu. Najbliższy to utrzymanie 100000 odsłon miesięcznie.

Najlepsze jest to, że przy każdym osiągniętym celu myślę o cholera, ten blog czyta już małe miasteczko – nie mogę ich zawieść! Poziom wpisów musi więc rosnąć, dzęki czemu zagląda tu jeszcze więcej osób. Dla mnie to kolejny sukces, który zmusza do poprawy… i kółko się zamyka. Stajesz się lepszy, kiedy jesteś lepszy, jak to ktoś sprytnie ujął.

Lubicie reklamy

E-maile wynagradzają nawet to, że reklama u góry czeka na kupca. Wcale nie sugeruję, że możesz kupić ją tutaj ;).

Co kilka dni dostaję e-mail typu lubię twój blog i jestem pod wrażeniem, że potrafisz na nim dorobić do pensji. Uwielbiam je czytać! To najfajniejsze co może spotkać bloggera. Komuś chciało się znaleźć mój adres, włączyć klienta poczty, napisać kim jest (e-maile zawsze zaczynają się od jestem fryzjerką, a twój blog polecił mi Janek Kowalski) i pogratulować mikrosukcesu. To zabawne, ale lubicie reklamy :).

Nigdy nie słuchałem osób, które uważają, że za bezpośrednie zarabianie na blogu powinien grozić stos, a i tak jedyne co uda się zyskać to jakieś grosze na waciki. Co najlepsze, podobnie mówią nawet znani w branży spece od komunikacji w social mediach.

Kłamią albo nie potrafią wykorzystać własnego bloga, co średnio świadczyłoby o ich eksperckości. Średnia krajowa jest osiągalna. No, chyba że zarobek poniżej 10k miesięcznie traktuje się jako grosze na waciki. W takim razie zwracam honor.

Nie zawsze jest fajnie

W branży IT, jak nigdzie indziej, mamy do czynienia z olbrzymim stężeniem osób, które potrafią tylko krytykować. Dostaną za darmo tekst do którego czytania absolutnie nikt ich nie zmusza, ale jeśli tylko pojawi się coś, co uważają za błąd, przeżywają najwyższą rozkosz mogąc wylać swoje gorzkie żale i skrytykować autora.

Najczęstsze komentarze to autor nie ma pojęcia o czym pisze, gówno prawda, artykuł sponsorowany, przyczepienie się do jednego nieprecyzyjnie użytego określenia albo dowolna ich kombinacja. Tak, wiem, że nieprecyzyjnie użyłem słowa kombinacja. To felieton. Mogę.

Zawsze się tacy trafią. Konstruktywna krytyka jest ważna, ale komentarz typu piszesz bzdury nie jest konstruktywny. Jeśli Ty również chcesz publikować, musisz się przygotować na takie komentarze. Możesz albo dopytać o co chodzi i wyjaśnić szczegóły, albo nie przejmować się krytyką i dalej żyć w swoim wspaniałym świecie, wśród szumiących strumyków i śpiewu ptaków. Polecam drugą opcję. Szczególnie w przypadku anonimowych osób, które przeczytały tylko jeden tekst. Na pierwszą szkoda nerwów.

Blog może zmienić całe życie

Ostatni rok w liczbach
– 81 artykułów
– 501008 odsłon
– 979 fanów na FB
– 399 like’ów przy jednym wpisie
– około 500h pracy

Założenie bloga było jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zrobiłem w życiu. Było tak istotne jak wstąpienie do harcerstwa całe wieki temu albo przeczytanie GTD. Dzięki blogowi zdobyłem pierwsze zlecenie napisania tekstu do nieistniejącego już magazynu Xploit.

Zaraz po publikacji pobiegłem do Empiku poszukać innych gazet, które wyglądają na fajne i redaktorów, dla których chcę pracować.

Po roku wiedziałem już, że da się pracować na własny rachunek. Da się nawet utrzymać. Pokochałem swoją pracę i całkowicie zmieniłem pomysł na życie. Zamiast ścieżki typu męczące studia – stałą praca w nudnej firmie – Taniec z gwiazdami na lodzie o 20:00 w kupionym na raty plazmowym telewizorze wybrałem zdobywanie doświadczeń.

To nie koniec zdobytych przy pomocy bloga doświadczeń, dzięki którym nie muszę się martwić o brak pracy po studiach! Następne to założenie nowej strony. Albo dwóch…;).

Dalej będę to robił

Na koniec najważniejsza rada.

Przed publikacją wielu wpisów, również tego, odczuwam tremę. To samo dotyczy wstawienia reklamy, wykupionego tekstu albo ogłoszenia konkursu. Tak jak większość osób, czasem boję się krytyki. Tymczasem jeśli wpis nie wyjdzie, dzieje się… absolutnie nic. Również nic się nie stanie, jeśli coś mi nie wyjdzie schrzanię 99% rzeczy, które robię w życiu.

Boisz się zacząć prowadzić swoją stronę? Najgorsze co może się stać, kiedy wystartuje to parę słów krytyki od przypadkowych osób. Jasne, to trochę przykre, ale w gruncie rzeczy niczego nie zmienia. Znajomi nadal będą się do mnie odzywać, a ja wciąż będę miał fajna pracę. Porażki się zdarzają, ale mają zerowe znaczenie w dłuższej perspektywie.

Rób więc to co uważasz za słuszne i nie przejmuj się przypadkowymi opiniami osób, które nie mają pojęcia o twoim planie. Słuchaj, ale rób swoje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *