Dofinansowanie na rozpoczęcie działalności gospodarczej i 7 innych sposobów na sfinansowanie firmy

Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

skąd wziąć fundusze na rozpoczęcie działalności - dotacje, kredyty itp.

Na rynku jest tyle pieniędzy, że po prostu powinieneś z nich korzystać prowadząc własną firmę. Poznaj 8 miejsc z których możesz wziąć fundusze na własny biznes.

, foto: Dollen

Podczas szkolenia OD ZERA dla osób zakładających firmę pojawiły się pytania o to, skąd wziąć fundusze na rozpoczęcie działalności gospodarczej.

Zrozumienie tego, że pieniędzy jest dużo, dużo więcej niż mogę sobie wyobrazić zajęło mi jakieś pół roku. I to od momentu, w którym ogóle sobie uświadomiłem istnienie tych pieniędzy! Zobacz 8 sposobów skąd wziąć fundusze i przekonaj się, że gotówki, która na Ciebie czeka jest dużo, wręcz bardzo dużo.

Przy okazji poznaj też minusy różnych źródeł finansowania i dotacji…

1. Własne pieniądze

+ Najprostsze źródło, czyli oszczędności. Pieniądze dostępne od razu, bez formalności, bez tłumaczenia innym na co je wykorzystasz i bez zabezpieczeń.

Fajnie, ale to bez formalności, bez tłumaczenia i bez żadnej kontroli może skończyć się wydatkami, które Ci wydają się dobre. Wydają się.

Do tego własne fundusze są po prostu drogie. Jeśli pracujesz na etacie i zbierasz pieniądze na start własnej firmy, to żeby odłożyć 10.000 złotych gotówki, musisz zarobić aż 17,400 złotych. Pozostałą część zjedzą podatki.

Jesteś w o niebo lepszej sytuacji, jeśli już masz jakiś biznes i planujesz kolejny.

2. Własny biznes

Od razu znaczy w ciągu miesiąca, a przy nieruchomościach – w 24 miesiące.

+ Pieniądze, które zarobisz z własnego biznesu i od razu wydasz na rozpoczęcie kolejnej inwestycji są w praktyce nieopodatkowane. Podatek zapłacisz tylko kończąc ciąg inwestycji.

Możesz więc ciągle i ciągle inwestować w kolejne aktywa, które zarabiają Ci coraz więcej pieniędzy, a Ty możesz inwestować większe kwoty. Polecam Ci tu Bogatego ojca, biednego ojca Kiyosakiego. Jest prosto i na temat.

A minusy? No cóż… musisz mieć ten pierwszy biznes. Poza tym pieniądze z własnego biznesu są trochę za wolne. Przy małych kwotach to najlepsze źródło finansowania, ale przy większych już nie. Szybciej pożyczysz milion złotych niż go zarobisz.

3. Kredyt z banku

+ Kredyt albo pożyczka z banku są duuuużo szybsze. W dodatku często są to pieniądze tańsze niż samodzielnie zarobione. Kredyt z banku kosztuje 10-15% rocznie, a odsetki są twoim kosztem (witajcie, niższe podatki!). Jeśli uda Ci się znaleźć tańszy, dotowany kredyt – jesteś w domu.

Szkoda tylko, że banki są tak chętne do finansowania osób zakładających firmy jak ja do przespania się z Justinem Timberlakiem. Czyli wcale.

Przykład: bank, w którym od stycznia mam konto firmowe, nie chce mi nawet dać karty kredytowej z limitem 1000 złotych na firmę (żebym mógł wygodnie płacić za wydatki firmowe rzez Internet), bo za krótko prowadzę DG. Za to chętnie założy mi konto prywatne i da kartę do niego. Tu już nie muszę spełniać żadnych warunków a limit to 5000. Genialne.

Opisy różnych kredytów i pożyczek znajdziesz tutaj

O kredytach inwestycyjnych nie chcą rozmawiać przez pierwszy rok. Poza tym bank wymaga trochę formalności i zabezpieczeń takich jak weksel in blanco albo zabezpieczenie rzeczowe.

4. Pożyczka od znajomego/rodziny

+ Mniej formalności czeka Cię, jeśli pożyczysz pieniądze od rodziny lub znajomego. Pamiętaj tylko, że rodzina nie może dać Ci kredytu, a jedynie pożyczyć pieniądze (no, chyba, że twój wujek ma na nazwisko Czarnecki). Z drugiej strony taka pożyczka może być nieoprocentowana, co w praktyce oznacza, że wady własnego finansowania bierze na siebie ktoś inny. To miłe :).

Są dwa problemy. Po pierwsze, od znajomych pożyczysz raczej małe kwoty (rodzinę pana Leszka pomijamy). Po drugie, jeśli twój biznes nie wyjdzie i nie będziesz miał jak oddać, możesz pokłócić się z pożyczkodawcą. Bank ma to wkalkulowane i najpierw sprawdzi twój pomysł, a jeśli nie zapłacisz potraktuje sprawę formalnie i bez emocji wysyłając do Ciebie firmę windykacyjną.

Tymczasem trochę głupio byłoby pokłócić się z rodziną o jakąś niewielką kwotę. A może do tego dojść, bo rodzina nie zna się na internetach i komputerach i uwierzy, że twoja strona z poradami dla gimnazjalistów mająca trzynastu czytelników już za tydzień sprzeda reklamę Adidasowi za jakieś sześć milionów.

5. Dotacja z Urzędu Pracy

+ Realności pomysłu nie sprawdzi za też Urząd Pracy, który ma dla Ciebie ok. 19.000 PLN. Po prostu sfinansuje Ci wydatki warte prawie dwie dychy, o ile przez 12 miesięcy będziesz płacić ZUS (może być preferencyjny). Policzmy… 19.000 – 12*400 PLN = 14.2000. Starczy na białego Golfa IV!

Bo właśnie na takie głupoty często przeznaczane są dotacje z UP. Niestety nie sfinansujesz za nie kampanii AdWords. Poza tym, żeby dostać te 19.000 nie możesz przez ostatnie 60 miesięcy prowadzić własnej DG i musisz mieć status bezrobotnego.

I nie, studenci dzienni nie są bezrobotni.

Ach, i pieniądze przyznawane są od stycznia do kiedy wystarczy. Jeśli w twoim regionie padnie jakaś fabryka, pieniądze skończą się już w marcu. A w mieście przybędzie białych golfów Czwórek.

6. Dofinansowanie na rozpoczęcie działalności gospodarczej z Unii Europejskiej

+ Dużo większe dofinansowanie na rozpoczęcie działalności gospodarczej dostaniesz z UE. Pewnie zainteresują Cię programy 8.1, 9.1 i 9.4. Dzięki nim dostaniesz tak z pół miliona na zrobienie sobie strony firmowej albo postawienie nieskonfigurowanego WordPressa wyglądającego jak jakiś precel i wyjaśniającego dlaczego amerykanie są grubi.

Do postawienia tego WP zatrudnisz najlepszych programistów w Polsce, a za napisanie dwuzdaniowego artykułu o krojeniu awokado weźmiesz więcej niż gdybyś zatrudnił J.K. Rowling. Taaak, tu jest dużo pieniędzy do wydania.

Chyba, że akurat się skończą, tak jak parę dni temu w PARP-ie. Niestety twoje koszty zostają na stałym poziomie. Skoro dwa lata temu wpisałeś we wniosku, że postawienie darmowego WP kosztuje 50.000 PLN, to tyle musisz zapłacić. Albo przynajmniej przynieść taką fakturę.

Przerost kosztów i brak zysków w projektach finansowanych z UE zaskakująco mocno przypomina sytuację sprzed bańki internetowej, której bezpośrednią przyczyną były przecież z sufitu wzięte koszty i absolutny brak zarobków. Coś jak w moim ulubionym Studiu Dietetyki.

Jest jeszcze sprawa całkowitego braku logiki urzędników. Przykład z własnego doświadczenia: nie mogę pojechać na szkolenie samochodem, bo powinienem wybrać najtańszy sposób dojazdu, czyli PKS. Zamiast 20 złotych za dojazd zapłacę 10. Hurra! Oszczędzę unijne 10 złotych. Firma pisząca wniosek radziła jednak pominąć koszty dojazdu i podnieść sobie stawkę godzinową o 10 PLN. Tak będzie OK.

I nie, nie marnuję twoich pieniędzy na serwis społecznościowy dla miłośników mangust.

Z finansowaniem z dotacji jest trochę jak z mitem zbitej szyby

7. Inwestor branżowy

+ Jeśli papierologia Cię przerasta albo z powodów ideologicznych nie chcesz brać dotacji (a powinieneś), pozostają prywatni inwestorzy. Inwestor branżowy to np. dla osoby chcącej zrobić nowy serwis internetowy, firma technologiczna. Inwestor daje Ci fundusze na rozpoczęcie działalności w zamian z część udziałów w spółce.

Jednak bardziej niż pieniądze interesuje go twój projekt. Inwestor branżowy liczy na to, że twój produkt uatrakcyjni jego produkty. Ma też praktyczną wiedzę biznesową, której brak urzędnikom (dlatego są urzędnikami, a nie biznesmenami) i którą wesprze Cię w projekcie. To wsparcie może okazać się ważniejsze niż kasa, bo jak widzisz jest dużo miejsc, z których możesz ją wziąć.

Jednak inwestor branżowy weźmie znaczną część twoich udziałów i będziesz pracować również na niego. Ponadto twój biznes musi mieć naprawdę dobre uzasadnienie, żebyś przekonał logicznie myślącą osobę, która w dodatku na temacie zna się lepiej od Ciebie, do wydania takiej, a nie innej kwoty.

8. Fundusz/ inwestor niebranżowy

+ Inwestor niebranżowy to taka firma lub osoba, która kupuje od Ciebie udziały w biznesie licząc na zarobienie grubej kasy. Taki inwestor zna się na zarabianiu pieniędzy, nie na twojej branży (i właśnie dlatego inwestuje w Ciebie).

Inwestor często wykłada pieniądze z branych hurtowo dotacji, ale czasem inwestuje własną gotówkę. Ponadto ma znajomych, którzy szybko wywindują wartość udziałów twojej firmy na poziom, o którym nawet nie pomyślałeś.

Właśnie dzięki inwestorom liczącym wyłącznie na zarobek, wartość Facebooka wzrosła do dziesiątek miliardów dolarów. I nie bez powodu jednym z pierwszych inwestorów był Peter Thiel, znany jako don mafii PayPala. Jak mówi jego przydomek, ma paru znajomych tu i tam…

Niestety z takim inwestorem jest trochę jak z urzędnikiem. Jeśli nie rozumie twojego biznesu, będzie upierał się przy swoich wyobrażeniach o kosztach. Zwariowałeś?! Chcesz zapłacić 10.000 PLN za stronę? Mój siostrzeniec zrobi ją za dwie stówy! – powie i wpisze w kosztorysie kwotę, za którą kupisz sobie waciki, a nie stronę.

Ponadto inwestor niebranżowy liczy na minimum 30% zwrotu z inwestycji w ciągu roku. Oczywiście cały czas biorąc wynagrodzenie za wsadzenie swojego przedstawiciela do zarządu i mając udział w zyskach. Jeśli w zamian za 50% udziałów pożyczy Ci 100.000, to po roku chce 130. Nie masz? Żaden problem Po dwóch latach oddasz 169. Dalej nie masz? Spoko, po trzecim roku oddasz 219,7. Dalej nie masz?

Coś wymyślimy… – powie inwestor i wsadzi kciuk za szelki. Może takie rozwiązanie: dzięki moim działaniom wartość twojej spółki właśnie wzrosła do miliona złotych. Wystarczy więc, że sprzedasz mi kolejne 22% udziałów, a spłacisz dług. Zostanie Ci 28% udziałów w twoim biznesie. To i tak lepiej niż u Zuckerberga, który ma 24% udziałów w Fejsie. To wspaniały układ, prawda? Prawda?