Doradca zawodowy doradzi lepiej niż przyjaciółka

Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

doradca zawodowy powie więcej niż wróżka z Przyjaciółki

Masz problem z wyborem ścieżki kariery? Zamiast słuchać pomysłów znajomych, idź do doradcy. Warto dla usłyszenia dwóch zdań.

, foto: Sandra Pierce (CC)

Poszedłem do doradcy zawodowego, żeby usłyszeć coś w stylu Marcinie, staniesz się przedsiębiorczy i błyskotliwy, nic dziwnego więc, że interesy będą szły świetnie. Nie kieruj się przeczuciami lecz rachunkiem ekonomicznym. Bądź realistą, nie buduj domków z kart. Konkurencja tylko czyha na twój błąd. Nie do końca tak wyszło. Być może dlatego, że powyższy tekst przepisałem z aktualnego horoskopu w Przyjaciółce.

CV w teczkę i z powrotem na uczelnię

Jako że oficjalnie jestem jeszcze studentem, skorzystałem z darmowej porady na mojej uczelni. Jeśli jesteście absolwentami również możecie umówić się na rozmowę. Jeśli nie, to chyba też nie będzie problemu, bo nikt nie pytał czy w ogóle studiowałem.

Nie, nie pisałem CV według własnego poradnika. Ty też nie powinieneś.

Muszę się Wam pochwalić, że teraz jestem dumnym posiadaczem CV. Teraz mogę pracować w fabryce albo na recepcji. I wywołać wyraz niedowierzania na twarzach współpracowników.

Wróćmy do rozmowy. Pani doradca zaczęła od przejrzenia CV, stwierdziła, że ujdzie i sypnęła kilkoma wyuczonymi, ogólnymi formułkami typu a wykształcenie to ja bym dała pierwsze.

Szczerze mówiąc, to ten fragment rozmowy mnie zawiódł prawie tak jak trzecia część Matriksa. Myślałem, że analiza CV służy do stwierdzenia typu hmmm, widzę, że interesujesz się koszykówką i masz doświadczenie zawodowe przy karmieniu żyraf… myślę, że kariera karła w cyrku jest dla Ciebie!. Zamiast tego usłyszałem, co mam poprawić w CV (nie podobał jej się rozmiar fonta!) kiedy będę je składał pracodawcy. Problem w tym, że nie będę.

Słowo klucz: rozwój

Później było lepiej. Pogadaliśmy o planach na kolejne kilka lat, ale do pani doradcy dalej nie za bardzo docierało, że nie potrzebuję zabezpieczenia w postaci pracy na etacie. No dobrze, wyprowadzi się Pan poza miasto, ale czy znajdzie Pan tam firmę informatyczną? – dopytywała. Stosunkowo szybko dała jednak się przekonać, że w żadnym wypadku nie chcę pracy na etacie. To za bardzo ryzykowne.

Powiedziałem, że własna firma jest już przesądzona, ale waham się między dwoma profilami działalności. Pani doradca pewnie nie ma pojęcia o branży mediów (i nic dziwnego), ale dała mi dwie rady:

Buduj biznes tak, żeby dało się go przeskalować do większego rozmiaru.

Zacznij od jednoosobowej działalności, ale od razu załóż, że kiedyś firma się rozwinie – bez tego nie będziesz miał wyzwań.

Zwłaszcza dla tej drugiej rady warto było spędzić u niej godzinę. Poradziła mi też, żebym przy zakładaniu firmy skorzystał z usług doradcy biznesowego (znacie jakiegoś sprawdzonego?) i odmieniła słowo rozwój przez liczbę przypadków tak dużą, że zaskoczyłaby profesora Miodka.

Poświęć godzinę, żeby usłyszeć dwa zdania

Jeśli chcesz skorzystać z usług doradcy zawodowego, nie nastawiaj się, że powie będziesz doskonałym linoskoczkiem albo byłbyś idealnym menadżerem projektu w dziale X firmy Y. Zrobienie takiej analizy w godzinę jest niemożliwe.
Załóż, że doradca przyjrzy się twojemu CV (podejrzewam, że to 90% pracy pani doradcy) i poczęstuje Cię kilkoma ogólnie znanymi prawdami. Musisz tylko uważnie słuchać i z nudnawych regułek wybrać tę jedną albo dwie skierowane do Ciebie.

Najlepsze jest to, że takie formułki, które pani doradca podaje czterem tysiącom studentów odwiedzających ją każdego dnia, są zupełnie ignorowane przez przeciętnego człowieka. To tak jak z zasadą 80/20 – jest oczywista, ale ktoś musi ją odpowiednio zobrazować, żebyś zrozumiał, że dotyczy właśnie Ciebie.

Pani doradca początkowo przynudzała o tworzeniu CV, ale dla zobrazowania powyższych rad opłacało się poświęcić godzinę na wizytę. Jeśli masz chwilę wolnego, poszukaj telefonu do biura karier na okolicznej uczelni i umów się z doradcą. Warto!