Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

wtf is that?

Może brzmi to dziwnie, ale pijarowcy mogą się do czegoś przydać. Ich kreatywność wcale nie jest mniejsza od tej dziennikarzy Faktu.

Marcin Kosedowski, foto fensterbme (CC)

Kontynuując tekst o tym jak napisać artykuł, chciałbym przedstawić wam historię pewnej informacji prasowej. Kroll Ontrack, firma zajmująca się odzyskiwanie danych, co roku publikuje top 10 zaskakujących przypadków odzyskania informacji. Skopiowaną informację prasową Artykuł napisany zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej znajdziecie np. na stronie Chipa. Pracownikowi, który wymyślił te historyjki należy się premia, mimo że są nudne.

Jak to robią w Ameryce

Przyjrzyjmy się kilku historyjkom. Na początek, na miejscu dziewiątym, lajcik. Historia, która zaczyna się od Pupil jednej z Amerykańskich rodzin… musi skończyć się happy endem, żeby wzbudzić w czytelniku pozytywne odczucia.

Pupil jednej z amerykańskich rodzin postanowił zabawić się w kotka i myszkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby myszką nie okazał się podpięty do gniazdka kabel z podłączonego do komputera dysku zewnętrznego HDD, na którym znajdowały się wszystkie cyfrowe wspomnienia i dokumenty rodzinne.

Choć kot przeżył zwarcie, to zabawa zakończyła się utratą wszystkich danych. Po konsultacjach rodzina oddała dysk w ręce specjalistów, którzy uratowali nie tylko utracone pliki, ale też miłość do domowego pupila.

Ciekawe jakie dostali odszkodowanie? Przecież każdy wie, że w USA można dostać odszkodowanie za włożenie kota do mikrofali albo za wypicie zbyt dużej ilości wody.

Lekka wtopa

Dalej mamy jakieś drętwe historyjki o latających laptopach i, na miejscu szóstym, mojego faworyta:

Jak okazało się w pewnej z firm, serwerownia może służyć także jako ring bokserski. Podczas bójki dwóch kolegów z pracy, jeden z serwerów spadł na ziemię i roztrzaskał się. Choć panowie od razu zapomnieli o przyczynie kłótni, część danych została utracona. Dane udało się przywrócić, przyjaźni…

Niestety nie dowiemy się, co się stało z przyjaźnią panów w brodach. Pan Piotr, autor informacji, chyba stracił dane – specjalistom nie udało się ich odzyskać;). Fo pa nie jest aż takie duże. Można przecież pomylić imię żony na ślubie, albo… opublikować ten tekst bez czytania, jak redakcja Gazety.

W ogóle kto to widział, żeby admini się bili? Jak by to miało wyglądać? Uaaaaaa, atak brodatym pnączem! Nie uda ci się, mój brzuch daje +5 do pancerza!. Z drugiej strony rzucenie średniej wielkości adminem w szafę mogłoby trochę namieszać.

Przy okazji trochę o firmie

Kolejne miejsca wymyślono tylko po to, żeby kilka razy powtórzyć jaka to fajna jest reklamowana firma, więc je pominiemy. Historyjka na drugim miejscu jest całkiem fajna i bardziej nadawałaby się do Faktu niż poważnej gazety. Niestety nie podano wieku bohatera, więc Fakt nie mógł jej wyemitować. Niezawodny pozostaje za to Onet.

Dysk twardy wypadł ze statku, opadając niemal 60 metrów na dno oceanu. Ku rozpaczy właścicieli [(43 lata, 41 lat) – przyp. mój] początkowe poszukiwania nie przyniosły rezultatu i dysk został odnaleziony dopiero po sześciu miesiącach. Choć na nośniku zdążyło się już zadomowić całkiem sporo krabów i glonów, w specjalnej komorze laminarnej znajdującej się w laboratorium Kroll Ontrack specjaliści odzyskali aż 99 proc. zapisanych na dysku danych.

Przygoda z drugiego miejsca jest prawie tak fajna jak trzymanie kredensu przez całą noc. Tylko gdzie dopisek, że nie ucierpiał żaden krab? Ekolodzy będą źli i zablokują budowę kolejnego laboratorium, mówię wam.

To niewiarygodne, ale…

W ogóle to informacja o  znalezieniu dysku po pół roku na dnie oceanu nie trzyma się kupy. Powinno okazać się, że zjadł go delfin, a specjaliści z wiadomej firmy na podstawie danych zarejestrowanych przez akcelerometr wytropili jego drogę i wygrzebali dysk z odchodów ryby ssaka wyglądającego jak ryba. To byłoby trochę bardziej wiarygodne. O przepraszam, ta historia była rok temu…

Myślę, że pan Piotr mógłby wymyślić cokolwiek i jeszcze ze cztery razy wstawić nazwę swojej firmy. Piszę całkowicie serio. Dziennikarze by to puścili, bo przecież szkoda zmarnować darmowy content.

PS. Do notki dołączona była fotografia dysku wymazanego czymś podejrzanie brązowym i rzadkim, ale oszczędzę wam tego widoku. Zamiast tego wstawiłem jakieś losowe zdjęcie.

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *