Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

money dinner girl

Materiał do zrobienia na teraz, negocjowanie wynagrodzenia i kilkadziesiąt e-maili. To był ciekawy tydzień.

Marcin Kosedowski, foto GKS (CC)

Reklama Kulinarna ciekawostka: mało osób wie, że ciasto marchewkowe zawdzięcza marchewce tylko swój kolor, a w smaku jest zupełnie inne!

Na podstawie konkretnego case’a (+10 lansu za trudne słowo, w dodatku dobrze odmienione;) opiszę jak wygląda opłacalność zlecenia, tak jak poprosił mnie ostatnio jeden z czytelników. Wszystko dzieje się w poprzednim tygodniu, chociaż inaczej niż sobie zaplanowałem. No cóż, stabilność nie jest szczególnie mocno związana z freelancingiem.

Poniedziałek

Mam do napisania tekst na temat X dla gazety A, na który chcę poświęcić trzy dni w tym tygodniu. Koło południa dowiaduję się o nowym superpilnym zleceniu Y do zrobienia dla firmy B. O dziwo nie jest na jutro, ale na czwartek. Za to wymaga skontaktowania się z kilkoma osobami. Wysyłam parę e-maili, odbieram ze trzy telefony. Podczas wizyty w Empiku kupuję Computerworlda, który przyda mi się do pracy. Standard.

Poświęcony czas to ok. godziny na pisanie e-maili. Koszt CW to 8,50 zł. Inaczej raczej nie kupiłbym tego numeru, ale skoro już kupiłem, to skorzystam i przeczytałem inne artykuły, a jeden mi się przyda w przyszłości.

Wtorek

Firma A twierdzi, że nie zapłaci mi za zaległy tekst Z (zaakceptowany i przeznaczony do publikacji) oraz za artykuł X . Pozwólcie, że daruję sobie szczegóły.

To duża strata, bo mam zebrane materiały do tego tekstu. Próbuję coś wynegocjować. Nic nie robię ani z tekstem X, ani Y, z wyjątkiem przekazania kilku maili albo odpowiedzi w stylu „ok, dziękuję”. Możliwe, że odbieram jakieś telefony, ale chyba nie. Zero czasu, zero kosztów, zero kalorii… stop, to nie to;).

Środa

Cały dzień zajmuje mi przygotowanie tekstu Y od B. Piszę, odpowiadam na e-maile, wykonuję dwa telefony o łącznym czasie ok. 20 minut, odbieram kilka innych. Nudy. Czas pracy: 6 godzin, koszt telefonów: ok. 10 złotych.

Czwartek

Tak, to kolejny dzień, kiedy pracuję w domu. Zobacz jak pracować przez Internet inaczej.

Negocjacje udały się połowicznie. Tekst Z pójdzie za umówioną kwotę, X przestaje mi się opłacać.

Kończę artykuł Y dla B. Nigdzie nie dzwonię, niczego nie kupuję. Czas: 5h, koszty: ok. złotówki za wydruk tekstu (do autokorekty) przed oddaniem.

Idę wydawać zarobione pieniądze;). No, Niezupełnie, bo tu pojawia się problem z płatnościami. Sposób rozliczeń zależy od wydawnictwa i czasem pieniądze dostaje się dopiero po publikacji tekstu. Skutek jest łatwy do przewidzenia: na wynagrodzenie możesz czekać i trzy miesiące.

Na szczęście coraz częściej stan konta rośnie w ciągu miesiąca. No i są jeszcze karty kredytowe z kilkutygodniową darmową pożyczką. To tak na wszelki wypadek, chociaż dobra zasada mówi, żeby zawsze mieć odłożoną kasę na 2-3 miesiące.

Natychmiast skróć swoją pracę stosując jedną z 20 porad!

Czyli inaczej: idę wydawać pieniądze na które zarabiałem w styczniu (artykuł był pisany w połowie marca). Dużo czasu, w sumie niedużo kosztów;).

Uwaga, będą cyferki

Podsumowując, nad tekstem pracowałem 12 godzin, za co dostanę 480 zł brutto. Od połowy tej kwoty odliczam zaliczkę na podatek dochodowy (45,60 zł) i koszta (19,50) oraz 1/10 kosztów utrzymania stanowiska pracy, które obliczyłem w poprzednim wpisie. 1/10 stąd, że 12h to ok. dwóch dni pracy. 0.1*(rata za komputer+lekarz+Internet+kawa)=37 złotych. Zakładam przy tym, że w pracy u kogoś dostałbym kawę, nie potrzebowałbym netbooka, mógłbym mieć tańszy Internet itp.

Z 480 zł za ten tekst zostaje mi 377,9, czyli 30 zł za godzinę. Jak widać, bez szaleństw. Jednak jak za pracę, którą lubię, to da się przeżyć. Dosłownie i w przenośni.

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *