Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Zainspirowany dyskusją na

Ucieszyła mnie ilość stron, na których Google znalazło mój adres – tylko 7 wyników (spodziewałem się dziesiątek stron, bo maila podaję na prawo i lewo od ładnych kilku lat). Ale mniejsza z tym. Jednym z wyników jest plik (jego adres: http://www.brist.pl/~kosaWYWALTO/obiektowka/klasy.cpp), w którym z pełną świadomością umieściłem swoje dane. Co więcej, plik jest ogólnie dostępny w sieci od jakichś 2-3 miesięcy. I tu niespodzianka – jak wszechmocne G wpadło na jego trop? Nie był on nigdy przez nikogo linkowany, Google nie daje też wyników w wyszukiwarce kodu ani na inne fragmenty tekstu z pliku. Tak sami z siebie nie wygenerowali przecież losowego adresu, bo a nuż coś się znajdzie…

Jak dla mnie sprawa jest co najmniej podejrzana. Wiem, że korzystały z niego 4 znane mi osoby, z którymi bez problemu mogę się dogadać. Nikt z nich nie powiadomił Googla o bohaterze notki (o pliku, nie o mnie;) jednak… adres został przesłany do jednej z osób na gmail! Czyżby więc Google analizowało maile bardziej niż się powszechnie wydaje? Mam wrażenie, że z mojej prywatnej bądź co bądź korespondencji został wyciągnięty adres rzeczonego pliku. W tej chwili inne wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy, może ktoś mnie oświeci?

Podsumowując, nigdy nie narzekałem na to, co Google o nas wie (a wie dużo), nie popadałem w paranoje itd., ale teraz czuję się co najmniej dziwnie. Czy na prawdę wszystko co idzie przez Gmail jest czytane (oczywiście przez programy, nie przez ludzi)? Chyba pierwszy raz mam nadzieję, że się mylę i jest inne wytłumaczenie pochodzenia takich a nie innych wyników wyszukiwania. Jakie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *