Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Dzwoni numer zastrzeżony. Odbieram, standardowe Marcin Kosedowski, słucham.

Pani przedstawia się i mówi, że w sprawie abonamentu. Prosi o dane właściciela telefonu.

ja: takie jak powiedziałem [akurat bo zapamiętała].

pani: tak, zgadza się. (…) proszę mi podać swój kod klienta

Tak z miejsca, zero wytłumaczenia po co jej. Trzeba ją sprawdzić;).

ja: XXXX

pani: nie, to nie jest kod. Podał mi pan XXX [drugi kod wykorzystywany przy logowaniu]

Och, dziękuję, że mi to Pani mówi:).

dalej pani: poproszę jeszcze [poprzednie dane podałem błędnie!] adres zamieszkania

ja: bla bla, bla bla bla [podaję poprzedni, nieaktualny adres]

pani: przykro mi, to niepoprawny adres…

ja, zupełnie na bezczelnego: jak to? A jaki ma być?

pani: bla bla bla, bla bla

ja: ach, przecież ostatnio zmieniłem! Oczywiście, zgadza się!

W ten sposób:

  1. autoryzowałem się bez podawania żadnych wymaganych przez nią danych, a wyłącznie tych które znam

  2. gdybym działał w jakimś niecnym celu, poznałbym aktualny adres i dowiedział się, że podsłuchałem nie ten kod co trzeba

  3. sprawdziłem, czy pani nie działa w niecnym celu;)

Mam wrażenie, że ten cały Mitnick wcale nie wymyślił historyjek ze swojej książki….

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *