Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

girl

Typowy inżynier to leń. Jeśli coś działa to pod żadnym pozorem nie rusza. Jeśli nie działa – poprawia taśmą izolacyjną. Dlatego dzisiaj nowe produkty projektują marketingowcy.

Marcin Kosedowski, foto Vinicius Depizzol (CC)

Kiedy szef kazał inżynierowi zaprojektować złącze zasilacza do laptopa ten postąpił tak jak każdy myślący człowiek: zamiast od nowa wynajdywać koło wziął dokumentację najpopularniejszego standardu i po dziesięciu minutach poszedł z nią do szefa. Szef zdzielił go dokumentacją po głowie i kazał brać się do roboty.

Jak można skorzystać ze standardu, którego używają wszyscy? Jak można zrezygnować z rynku własnych, odpowiednio licencjonowanych, ładowarek? – dało się słyszeć.

Po kolejnej takiej wpadce inżynier zostaje zwolniony, a jego miejsce zajmuje dumny absolwent Wyższej Akademii Marketingu Społecznego. Pracę zaczyna od przygotowania prezentacji o tym, ile firma zyska i jak bardzo Kowalski się leni. Kilka kolejnych dni zajmuje mu wykonanie notatki z przebiegu pracy i zakup papieru w kolorze ekri na którym zostanie wydrukowany raport.

Gdzieś w przerwie bierze najdroższy kabel, do zmiany kształtu wtyczki używa efektu Photoshopa, a nie CAD-a, całość maluje zaś na biało. Wtyczka nie chce się trzymać, więc do telefonu trzeba ją przymocowywać magnesem.

Szef jest zafascynowany: kabek jest tak idiotyczny, że nikt go jeszcze nie opatentował, biały dodaje +5 do lansu, a prezentacja miała tak ładnie dobrane kolory…

Powiedzmy sobie szczerze: inżynier ma w głębokim poważaniu wymyślanie takich bzdur. Woli wziąć gotowe rozwiązania. No bo kto, poza marketingowcami, wpadłby na to, żeby rozmowy telefoniczne rozliczać za minutę? Przecież jednostką czasu w układzie SI jest całkiem przyzwoita sekunda.

Ekspres do kawy zaprojektowany przez inżyniera nie miałby wbudowanego modułu do prognozy pogody i działałby nieprzerwanie przez następne 20 lat, a nie 3. Jeśli coś może się zepsuć, to na pewno się zepsuje, mówi prawo Murphy’ego. Wynika z niego, że te wszystkie dodatki wstawia się tylko po to, żeby coś mogło pójść nie tak, a sprzęt wylądował na śmietniku.

Gdyby marketingowcy zajęli się projektowaniem sprzętu, trzeba by zatrudnić gdzieś inżynierów. Mam jednak wrażenie, że nie sprawdziliby się na miejscu sprzedawców. Pamiętam jak niektóre studentki Szkoły Tego i Owego potrafiły sprzedawać najnudniejszą rzecz na świecie, jaką są pakiety dostępu do Internetu. Te dziewczyny sprawiały wrażenie jakby doskonale się bawiły recytując cenniki i trwające około tygodnia formułki umowy zawieranej na odległość.

Ja pisałem tylko odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, które dziewczyny po prostu odczytywały z kartki. Równie dobrze mogłyby czytać wiersze Sándora Petőfi’ego w oryginale – byłyby dla nich tak samo zrozumiałe. Najlepsze, że to się sprawdzało. Administratorzy po drugiej stronie linii stwierdzali po prostu, że ktoś załatwi sprawy Internetu, a oni będą mogli cały dzień się lenić. Gdyby dziewczyny na linii jeszcze zaprojektowały firmową sieć…

Problem jest tylko jeden. Gdyby projektowaniem zajmowali się inżynierowie, tak jak było zawsze, sprzęt po prostu by działał przez lata. A skąd w takim przypadku brałyby się pieniądze na rozwój nowych technologii?

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *