Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Praca zdalna nie jest zbyt popularna. W stosunku do etatu ma wiele zalet. Jeśli zastanawiałeś się kiedyś nad porzuceniem etatu, myślę, że wpis może trochę rozjaśnić sytuację.

Od około roku pracuję w domu. W tym czasie że przez dwa miesiące łączyłem ją z normalnym etatem. Właściwie był to pojedynczy projekt, ale pracowałem od – do, na miejscu u zleceniodawcy. Przepraszam, odzwyczaiłem się od słowa pracodawca, bo prowadzę swój projekt pozwalający zarabiać przez Internet i wykonuję pojedyncze zlecenia – niektóre regularnie, inne mniej, ale na pewno żadna z osób, która mi je zleca nie jest pracodawcą w normalnym znaczeniu.

W domu najlepiej

Praca zdalna pozwala na łączenie jej np. z dość pracochłonnymi w moim przypadku studiami dziennymi czy wręcz etatem. Olbrzymią zaletą jest to, że mogę obudzić się o 8:40 a o 9 być w pracy;). Nie marnuję godziny na dojazd na drugi koniec miasta czy odśnieżanie samochodu. Ponadto nie muszę pracować od 9 do 17 z pięciominutową przerwą co godzinę, ale np. od 9 do 12, później godzinę po obiedzie i jeszcze dwie od 22. Czy jeszcze ktoś ma coś do powiedzenia o elastycznych godzinach pracy na etacie? Kolejnym plusem jest miejsce pracy – zwykle jest to mieszkanie, ale aktualnie jestem 400 km od niego, a cały czas mogę pisać. W dodatku nie widzę specjalnych przeszkód, żeby latem wyjść na taras i posiedzieć na słońcu.

Papiery, ZUS-y, podatki

Od strony formalnej jest różnie. Z jednej strony nie muszę zakładać firmy (osoba prywatna może pracować na zlecenia, umowy o dzieło itp.) ani podpisywać żadnych lojalek. Płacę też nieduże podatki (zaliczkę na podatek dochodowy), więc kwota netto to ponad 90% podanej przez zleceniodawcę kwoty brutto. Niestety nie znam się na tych sprawach, ale łatwo mogę sobie policzyć ile wpłynie na konto, jeśli umawiamy się np. na 500 zł brutto. W normalnej sytuacji, z ZUS-ami, składkami itp. nie miałbym pojęcia ile dostanę. Z drugiej strony, nikt nie zapłaci za mnie ZUS-u, składek na ubezpieczenie, zdrowotnych i na co tam jeszcze płacą ludzie z etatem. Możliwe, że rejestrując firmę i zarabiając w ten sam sposób byłoby to bardziej opłacalne, ale jest ZUS (na początku coś koło 300 zł, później 700 – tu mogę się mylić) i formalności. W moim przypadku na razie nie ma to sensu, zwłaszcza, że wcześniej pracowałem na etacie i z tego co wiem nie mógłbym liczyć na różne fajne dotacje z UE.

Praca w domu ma również wady. Po pierwsze, brakuje kontaktu z ludźmi. W tej chwili współpracuję z kilkoma firmami, ale fizycznie spotkałem się tylko z jednym pracownikiem jednej z nich. W dodatku było to spotkanie w 100% towarzyskie a nie formalne. Wszystko da się załatwić pocztą. Umowy, rachunki, PIT-y i inne papiery można podpisać, a potem przesłać drugiej stronie. Istnieje również ciekawa opcja upoważnienia zleceniodawcy do podpisywania się w imieniu wykonawcy. Takie stałe kontakty z osobami z tej samej branży są mimo wszystko fajne i czasem brakuje mi spotkań ze współpracownikami. Gdyby nie studia byłoby w ogóle nieciekawie.
Jeszcze jednym problemem jest podejście jak z Dnia świra:

Czy panowie muszą tak napierdalać, od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy!”

Co pan myśli, że jeśli nie podbijam karty w fabryce azbestu, o siódmej, albo drutu, albo nie napierdalam z datownikiem, listy na poczcie do szesnastej to nie jestem w pracy?! Kumasz pan to, czy masz pan za daleko do łba?! Ja tutaj właśnie pracuję!

Niezrozumienie społeczeństwa

O ile mało mnie obchodzi opinia innych, to podejście takie jest spotykane regularnie. A bo cały dzień siedzisz w domu, to mogłeś zrobić obiad, iść po zakupy, naprawić DVD i zainstalować mi ten program. Niektórzy to mają fajnie, wolne jutro – co tam, że w wolne pracowałem 10 godzin… Nie podbijasz karty na zakładzie – nie pracujesz. Niestety mało kto jest w stanie zrozumieć, że praca w domu może być tak samo ciężka jak w biurze.

Jeszcze jeden problem, niedotyczący wszystkich branż, to brak inspiracji. Ja akurat potrzebuję weny – w tym tygodniu mam do napisania 6 artykułów na dość odbiegające od siebie tematy. Bez odpowiedniej dawki inspiracji napisanie tego byłoby niemożliwe. Tak samo ma się sprawa np. z programowaniem czy projektowaniem graficznym. W tym przypadku chyba lepiej pracuje się w większej grupie, która jest w stanie ocenić twoje błędy. Pracującym zdalnie pozostają kontakty przez sieć, portale społecznościowe itp. Muszę przyznać, że sam kilka razy publikowałem na blogu notki będące skrótem artykułu nad którym pracuję albo rozszerzeniem jednego z jego wątków, żeby zobaczyć czy jest w porządku;).

Jak widać, praca zdalna ma wiele zalet (terminy, czas dla siebie, brak kontroli), ale też wady – brak codziennych kontaktów i niezrozumienie etatowców. Na pewno wymaga też motywacji, ale to kwestia charakteru danej osoby. Jasne, że dotyczy to tylko części zawodów, ale jeśli możesz sobie pozwolić na pracę w domu warto spróbować. Osobiście polecam taką formę indywidualistom ceniącym sobie wolność.

Autor artykułu: Marcin Kosedowski.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *