O technicznych inaczej

Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

grupa geeków

Jak powszechnie wiadomo, każda osoba będąca na/ po studiach informatycznych jest informatykiem. Tak samo serwisant w sklepie komputerowym, nauczyciel informatyki i projektant stron www. Prawdopodobnie większość z was zostaje zaliczona przez resztę świata do grupy informatyków (czyt. tych panów w t-shirtach z głupim napisem i we flanelowych koszulach, żywiących się pizzą i śpiących w serwerowniach, ew. nieśpiących wcale).

Czy na pewno?

Informatyka – dziedzina nauki i techniki zajmująca się przetwarzaniem informacji – w tym technologiami przetwarzania informacji oraz technologiami wytwarzania systemów przetwarzających informacje

wiki

Łatwo zauważyć, że nie ma tu słowa o: podłączaniu drukarek, zmuszaniu laptopa, żeby Wi-Fi działało czy ściąganiu napisów do filmu, prawda? Mowa za to o bazach danych i projektowaniu algorytmów. Niestety, nie dla wszystkich. Ja wiem, że mam nadnaturalne zdolności;), a sprzęt mnie lubi (robiłem już za antenę, głaskałem routery, lepiej przyciskam enter i potrafię przewidzieć, gdzie skaner zapisze pliki), ale to nie oznacza, że potrafię ot tak z miejsca rozwiązać każdy problem i obsługiwać każdy program.

Mimo to mniej techniczne panie Krysie powszechnie uważają, że skoro studiuję informatykę (chociaż to nieprawda, ale i tak nikt nie zrozumie różnicy) to wiem w co kliknęły zanim zepsuły, znam każdy program (zwłaszcza te na Windowsa), a żeby napisać program do obsługi kredytów muszę dokładnie znać pojęcia konieczne do uzyskania doktoratu z ekonomii…

Pytasz, czy nie?

Powiedzmy jednak, że da się do tego przyzwyczaić i nie denerwować aż tak bardzo, kiedy pani Krysia pyta czy na pewno musi mieć zasilacz do drukarki i czy przypadkiem nie może być od komputera? Znacznie gorzej jest, kiedy już zrobię co było do zrobienia i próbuję wytłumaczyć pani Krysi dlaczego jest jak jest. Przykładowo Kosaaaaaa, dlaczego ten twój film jest w milionie plików? Który ja mam włączyć? (film był spakowany). Prosta sprawa, prawda? Film kompresuje się i dzieli na paczki, żeby ściągał się szybciej i ominąć ograniczenia rapida (o ułatwieniu w korekcji błędów bałbym się wspomnieć). Nie, to wcale nie jest proste, przynajmniej nie dla wszystkich. Czasem strasznie ciężko wytłumaczyć takie błahostki – po prostu zapominam, że pani Krysia nie ma pojęcia o przetwarzaniu danych (to jest informatyka!), a pojęcia Internet, to niebieskie e na pulpicieGoogle to dla niej synonimy. Czy tłumaczenie jej takich rzeczy ma jakikolwiek sens, jeśli po minie widać, że i tak ma Cię w dolnej części pleców?

Z technicznymi też nie lepiej…

Wspomniane sytuacje zdarzają się pewnie także i wam, ale ostatnio poczułem się jeszcze gorzej. Mianowicie, rozmowy między dwoma osobami technicznymi potrafią wyglądać podobnie. Ograniczając się do informatyki, spróbujcie wytłumaczyć ideę prototypów albo transformaty falkowej powiedzmy… administratorowi bazy danych. Niestety, technika jest tak rozwinięta, że praktycznie nie da się ogarnąć całości.

Podsumowując, jeśli przez pół życia byłem przekonany, że pani Krysia i jej niesłuchająca mina to jedna z gorszych rzeczy dla osoby potrafiącej używać Google’a to najgorsze co może być, może być gorzej. Osoba, co do której jesteśmy pewni, że rozumie co do niej mówimy (bo przecież ona też chodzi we flanelowych koszulach;), która w dodatku nie chce wyjść na panią Krysię i przez to nie zadaje pytań.

Autor artykułu: Marcin Kosedowski.