Uzależnieni od technologii

Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Do napisania notki skłonił mnie Ktos. Nie, nie będzie o jakichś wielkich ideach, o olbrzymich zmianach zachodzących w społeczeństwie itd. – nie jestem socjologiem. Będzie prosto, o drobnostkach, które potrafią uzależnić, na pewno nie tylko mnie.

Bo mi się nie chce

Większość znanych mi osób, zwłaszcza tych nieco bardziej inteligentnych niż przeciętny widz Jak oni tańczą działa zgodnie z zasadą jak zrobić, żeby się nie narobić, co jest moim zdaniem zdrowym podejściem. Po co mam to przepisywać, skoro mogę zeskanować? Nie chce mi się wymyślać tej klasy, ściągnę sobie gotową. Czemu nie pisać e-maila w tramwaju? Oczywiście, działając w ten sposób łatwo uzależnić się od rozwiązań ułatwiających życie – ale nie za darmo.

Czytając wspomnianą notkę uświadomiłem sobie (nie pierwszy raz), że po prostu nie chce mi się za każdym razem marnować czasu na szukanie danych, które raczej już się nie przydadzą (bo okazują niezbędne następnego dnia) ani nagrywanie ich na płytki (bo głośne DVD strasznie irytuje w czasie oglądania filmu). Zamiast tego wolę raz na rok kupić większy dysk, zwłaszcza, że ostatnio bardzo szybko tanieją.

To nie tylko dysk…

Poza rosnącym zapotrzebowaniem na storage (a także kawą i muzyką;) jestem uzależniony od kilku innych drobnostek związanych z przechowywaniem i przetwarzaniem informacji, których brak potrafi mocno zirytować.

  • Konto e-mail. Nie chodzi o same e-maile, ale o dostęp do nich. Od czasu kiedy skrzynki mają pojemność większą niż 5 MB usunięcie starych listów związane jest chyba wyłącznie z awarią typu pobranie wszystkiego przez klienta poczty. W tej chwili Thunderbird pokazuje 486 wiadomości (od września), na serwerze jest ich pewnie jeszcze więcej i bardzo często korzystam z tego archiwum. Nie widzę sensu usuwania każdego e-maila po przeczytaniu, bo po co? Przecież darmowa poczta na o2 oferuje mi kilka GB przestrzeni. W dodatku dostęp on-line też się przydaje w sytuacjach awaryjnych, np. przypomnienie sobie hasła do jakiegoś serwisu z innego komputera.
  • Sortowanie danych. Strasznie ułatwiający pracę bajer. W folderach, zadań do zrobienia, e-maili… znowu przyzwyczajenie daje o sobie znać i nie mogę wyjść ze zdumienia, że nie da się szeregować listy kontaktów w telefonie po najczęściej wybieranych, ostatnio dodanych, posiadających tylko telefon itp. Dlaczego nikt nie wdrożył tej opcji w mojej nokii?!
  • Właśnie, lista kontaktów. Przyznaj się, ile telefonów, adresów e-mail, ID w różnych komunikatorach pamiętasz? Ja (oprócz własnych) – jeden numer telefonu i chyba żadnego adresu, poza typowymi imie.nazwisko@firma.pl. Książki adresowe są jednymi z najbardziej rozleniwiających wynalazków na świecie!
  • Last.fm. Słuchanie własnej muzyki w pracy czy osób kompletnie pozbawionych gustu (lub w ogóle muzyki)? Nie ma sprawy, od paru miesięcy mam lasta i uważam, że jest to jedna z lepszych usług od czasu upowszechnienia szybkiego Internetu. To dużo łatwiejsze, niż dbanie o to, czy w miejscu docelowym będzie czego słuchać.
  • Telefon. Nie korzystam z niego dużo, ale chyba każdy się zgodzi, że ułatwia życie. Komuś z was chciałoby się zrezygnować z komórki i wrócić do stacjonarnego? Albo automatów (tak, kiedyś nie wszędzie były linie telefoniczne)? Nie sądzę.

Na pewno znalazłoby się jeszcze kilka ułatwień, bez których da się żyć, ale po prostu mi się nie chce. Jestem również przekonany, że nie jestem jedyną osobą, która lubi ułatwiać sobie życie, nawet pomimo pewnych kosztów. Bo za dysk trzeba płacić, nigdy nie wiadomo co może się stać z darmowym kontem e-mail, sortowanie wymaga obliczeń, a o zagrożeniach związanych z komórkami mówi mnóstwo dziwnych teorii.

Autor artykułu: Marcin Kosedowski.