Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

Marsjanin zarzucił mi, że narzekam na pocztę głosową zamiast ją sobie skonfigurować. Problem w tym, że – tak jak pani Krysia z księgowości – chcę mieć wszystko out of the box.

Skoro ekspres do kawy wystarczy wyjąć z pudełka, włączyć do prądu i wybrać odpowiednią kawę (poszóstne espresso bez mleka), to dlaczego tak samo nie może działać komputer?

Właściwie to może. W netbooku przez pół roku nawet nie zmieniłem tapety, że o przeinstalowaniu systemu nie wspomnę. Wystarczy mi przeglądarka (nicniemający Chrome zamiast Firefoksa) i klient poczty (z kreatorem konfiguracji, w którym prawie wszystko, poza szyfrowaniem, zostawiłem jak było).

Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby kompilować program ze źródeł albo szukać go w sieci zamiast wybrać z listy z domyślnego repozytorium (to na stacjonarnym). Zresztą coraz częściej korzystam z Docs albo Google Readera zamiast Open Office’a i (domyślnego) klienta RSS-ów.

Nie chce mi się szukać sposobu na obejście zabezpieczeń telefonu. Mało tego, nie chce mi się nawet sprawdzać czy są jakiej zabezpieczenia. Po prostu włączam domyślny sklep z aplikacjami.

Sprzedaję się wielkim korporacjom i robię to co mi każą. O matko, zaraz polubię DRM-y!

To nie tak. Dochodzę do wniosku, że komputer (we wszystkich odmianach) ma po prostu działać. A producenci zauważyli ostatnio, że użytkownik zna się na komputerach tak jak astronom na teleskopach. Albo że wszyscy jesteśmy paniami Krysiami.

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *