Tekst przeniesiony z like-a-geek.jogger.pl.

woman chain

Zamknięte osiedla nie służą do zapewnienia bezpieczeństwa. To tylko sposób na podbudowanie swojego poczucia wartości.

Marcin Kosedowski, foto The Rictus (CC)

Przez całe liceum chodziłem sobie po najkrótszej drodze do szkoły/ Wczoraj wieczorem próbowałem zrobić to samo, ale po drodze wyrosło nowe, zamknięte osiedle i dwa płoty. No tak, chcemy czuć się przecież bezpieczni, prawda?

Oczywiście nikt nie zwróci uwagi na to, że zwykli przechodnie muszą nadkładać jakieś trzy tysiące kilometrów, żeby okrążyć serię takich osiedli. Szybciej pokonałbym je gdybym zamówił helikopter i przeleciał nad domkami. Ich mieszkańcy z pewnością byliby zadowoleni, bo nikt nie przejdzie po ich chodniku i nie zje ich psa. Będzie tylko odrobinę głośniej niż zwykle.

To jasne, że nie będę marnował na to czasu i przejdę przez płot albo otworzę sobie furtkę od środka, przekładając rękę nad nią.

Ochrona? Bez żartów, zanim siedemdziesięciolatek ze stwierdzoną grupą inwalidzką do mnie dojdzie, zdążę przejść przez całe osiedle, dojść na miejsce i wypić trzy drinki. Zresztą osoba, której płacą 4 złote za godzinę i tak nie ruszy się ze swojej kanciapy.

A może chociaż monitoring? Niestety, to też nie zdaje egzaminu. Na pobliskim, zamkniętym osiedlu przez miesiąc ktoś ciął opony w samochodach blokujących wózkom wyjazd z bloku. Noc w noc jakieś auto traciło cztery gumy dlatego, że przeszkadzało mieszkańcom.

Przy Mercedesie klasy S aż szkoda mi samochodu. Zaczynam się zastanawiać kto jest większym burakiem. Ci, którzy nie mogą zjechać na parking podziemny (alternatywnie: szkoda im wydawać pieniądze wystarczające na zakup nowego samochodu tylko po to, żeby mieć kawałek asfaltu w piwnicy) i dlatego stają w odległości centymetra od wyjazdu dla wózków, czy może ci, którzy przecinają im opony? Chyba jednak ci pierwsi… Pomijam to, że odblokowanie furtki jest trochę trudne jeśli twój samochód właśnie stracił opony.

Zarządca budynku doszedł do tego samego wniosku. Zamiast przejrzeć zapisy z kamer albo chociaż złapać sprawców na gorącym uczynku, postawił słupki, które znacząco utrudniły wjazd na chodnik.

Myślę jednak, że cały monitoring jest tak samo skuteczny jak pan Mietek z ochrony i po prostu nie działa. To elementy, które miały jakoś przekonać pielęgniarki, które tam mieszkają, że warto zadłużyć się na kolejne trzysta lat i wydać 8 kawałków za metr. Teraz będą prawie jak klasa średnia i poczują się kimś ważnym.

Pod moim blokiem jest jeszcze gorzej. Można bez problemu przejść przez nasz chodnik, a nawet wyrzucić śmieci do śmietnika, który – co zaskakujące – nie jest zamknięty na kłódkę. Mimo to nikt do siebie nie strzela, ani nie handluje koką przy placu zabaw. Trzeba wejść na trzecie piętro.

Mamy za to szlabany chroniące dostępu do parkingu. Psują się mniej więcej dwie minuty po tym, jak monterzy przyjadą je naprawić. Powodem może być to, że pielęgniarki aspirujące do bycia klasą średnią otwierają szlaban podnosząc go ręcznie. Pilot to zbyt trudny w obsłudze wynalazek.

Ciekawe tylko gdzie będą wyprowadzać swoje pudelki, jeśli wszystkie okoliczne osiedla będą zagrodzone. Bo przecież wszystko poza własnym trawnikiem to jedno wielkie miejsce, w którym można wyprowadzać psy, prawda?

skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *